Doszłam do wniosku, że samo zarzucanie, że to wszystko trochę w poprzek doktryny która głoszą, to za mało. Zaczęłam się dokształcać. Na przykład w tym tygodniu szukałam odpowiedzi, czy na wszystkie grzechy można uzyskać rozgrzeszenie. Byłam przekonana, że tak. Co najwyżej niektóre musi odpuścić biskup, czy w wyjątkowych przypadkach papież. Ale nie. Jest grzech, którego nawet i papież nie odpuści.
„Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone. Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciwko Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym” (Mt 12, 31n.).
Poza tym jest wiosna. Z trudem się ją zauważa, bo otaczająca głupota powala. Na fejsie zamieściłam screen z Twittera i wydawało mi się, że mój komentarz wyrażający zdziwienie, że Polak i Murzyn występują pojedynczo, a Arabów trzeba do tego całej bandy, nie można inaczej odczytać jako sarkazm.

Ale doszliśmy do takiej ściany, że nawet o tym można dyskutować, podobno nawet w tym wyraża się wyższość naszej kultury!
Więc jakoś tak mi się porobiło, że wiosnę zauważam, ale się nią nie cieszę tak jak dawniej.

Tym bardziej, że zanosi się na to, że już drugi rok nie będę miała nikogo do pomocy w ogrodzie. Jak żyć? Szlag mnie trafia, widząc ile mam do zrobienia. Może to i zdrowe, ale jak dla mnie zbyt czasochłonne.
Wolę czytać. I robić na drutach. Byłam na Szarotkach. Powoli przestajemy być kameralną grupą dziergaczek. To wszystko przez fejsa. Za chwilę będzie nas tak dużo, że nie zmieścimy się w żadnym z udostępnianych nam lokali. Trochę żal „tamtych” Szarotek.
Jola pokazała jak robić sznurki z wełen i zademonstrowała zrobione przez siebie urządzenie do skręcania sznurków. Dwie deseczki połączone na tyle luźno haczykami, że można nimi kręcić i zaczep (taki, by po skręceniu możliwe było zdjęcie wełny).

Najpierw skręca się go tym ustrojstwem, potem pozwala mu się „dokręcić” samemu.

Przechodząc między stołami zauważyłam, że furorę robią szydełkowe, bardzo kolorowe torebki, tzw. mochile.

Ale mnie urzekła kamizelka, są to dwa zszyte z sobą prostokąty z pozostawioną przerwą na ręce.

Cudo.
Kiedy ja to wszystko zrobię?
Mr Gaga

Mr Gaga to opowieść o izraelskim tancerzu, Ohada Naharina, który stworzył własny język tańca (tytułowy Gaga)
Bardzo dobry film dokumentalny, ale też zostawił we mnie dużo pytań – przeszkadzało mi to, że opowiadaną historię, trzeba wielokrotnie kleić domysłami. Trochę zrozumiałam, jak przeczytałam o tym jak ten film był robiony – trwające wiele lat pochody, by namówić bohatera na ten film, dopiero urodzenie dziecka rozmiękczyło jego opór i nieoczekiwanie udostępnił swoje archiwum.
Zaszokowało mnie to, że Ohad Naharin tak na serio zainteresował się tańcem w wieku 22 lata – zgłosił się na przesłuchanie i został przyjęty do wiodącej w Izraelu szkoły tańca. Nie chodził do żadnej szkoły baletowej, tylko lubił tańczyć i miał bardzo giętkie ciało. Potem pojechał do NY tańczyć w najlepszych zespołach świata. I tak zaczęła się jego kariera. Tyle, że pochodził z artystycznej rodziny, więc to że wżyciu będzie żył sztuką miał wdrukowany już jako dziecko.
Captain Fantastic
Ojciec sześciorga dzieci żyje z nimi w dzikich odstępach amerykańskich lasów. W dzień funduje im hardcorową szkołę przetrwania, wieczorem wlewa do ich głów ogromne dawki wiedzy.
Ich matka jest w szpitalu, chwilę później umiera. Jadą wiec na drugi koniec Ameryki, by wziąć udział w pogrzebie.
Czyli kolejny film: konsumpcjonizm vs. dzika wolność. Ale nie tylko, też i o przeżywaniu żałoby, wychowywaniu dzieci, które nawet jak jest wpajaniem wolności sprowadza się do tresury.
Ciekawy (mimo, że amerykański!). Świetne postacie dzieci, niektóre sceny i dialogi powalają. Ale całości czegoś brak. A może ja się zestarzałam i widzę więcej odcieni szarości? Z tym, że chociaż sympatie w wyraźny sposób są po stronie „anarchistycznej”, nie odmawia się też racji drugiej stronie.
Pokot

Ekranizacja książki Olgi Tokarczuk Prowadź swój pług przez kości umarłych.
Moniek na fejsie napisał o tym filmie „życie zaczyna się po 60-tce. Coś jest w tym na rzeczy. Jedyne co mi w tym filmie się nie podobało, to zakończenie. Z drugiej strony gdyby nie było baśniowe, człek by zupełnie załamany z kina wyszedł, taki prawdziwy to o naszej rzeczywistości ten film.
W moim pojmowaniu świata, nie ma czegoś takiego jak „opętanie przez szatana” Ale gdybym w to wierzyła, tak określałabym ludzi, którzy znajdują przyjemność w zadawaniu bólu i cierpienia. Więc podzielam sprzeciw Holland/Tokarczuk przeciwko polskiemu macho; wersja „myśliwy”.
Jesteśmy w ciąży

Przemiła, rodzinna, komedyjka obejrzana w ramach Tygodnia Kina Hiszpańskiego. O pokoleniu które ciążę traktuje jako kolejny, realizowany w życiu projekt.
Myślę że w ciągu dwóch dni zapomnę, że byłam na tym w kinie.