W sobotę urządziłyśmy wietnamskie party.
Było naprawdę udane. Nieskromnie się chwaląc dostałam podziękowanie-mail, w którym przeczytałam, że jestem: mistrzynią kreatorką cudownych ludzkich relacji i pysznych kolacji.
Może dlatego się udają, bo lubię sadzać gości przy stole? Nie wszyscy przychodzą z kimś, nie wszyscy się znają i takie siedzenie przy stole wymusza rozmowę. A że wszyscy z podobnej bajki, rozmowy nie prowadzą do scysji. Tyle, że doszłam do ściany, gdyby przyszli wszyscy zaproszeni, nie miałabym ich jak usadzić. Przed następną imprezą muszę kupić składane krzesełka (stół w komórce jeszcze jeden jest).
Zaczęłyśmy od warsztatów jedzenia pałeczkami – goście ćwiczyli na kukurydzy i zielonym groszku.
Na stole postawiłyśmy:
- Zupę Pho, na wołowinie. Wszystko zrobiłam zgodnie przepisem, nawet cynamon był nie mielony, tylko w laskach. Po raz pierwszy też kupiłam i użyłam gwiazdek anyżu.
- Smażone kawałki kurczaka i dużo różnej zieleniny, Wszystko to miało być zawijane w papier ryżowy i maczane w sosach. Ten punkt nie za bardzo wyszedł – papier ryżowy był twardy i mimo zmoczenia, łamał się.
- Owoce, w tym dragonfruty. Ańćka wiozła je z Wietnamu na prezenty, do głowy jej nie przyszło, że można je kupić nawet i w Biedronce.
Goście nie zawiedli i przynieśli wino.

W programie był pokaz zdjęć, podczas którego my, przed stojąc obok ekranu, opowiadałyśmy o naszych przygodach. Można było też obejrzeć nasz świeżo wydrukowany album.

Pokazałam robiony w Wietnamie szal. Ciotka pędzący królik tak się nim zachwyciła, że jej go dałam – był jeszcze przed blokowaniem, wiec mam tylko jego jedno, zrobione na pamiątkę zdjęcie.

Potem się okazało, że te co mówiły, że im się podoba też by go chciały dostać. No ale tylko jedna powiedziała to na głos …
Teraz, w ramach redukcji domowych zapasów, będę robić Color affection.

Jeszcze nie wiem czy w wersji zimno-szarej, czy ciepło-brązowej (tu nie jestem pewna tego brązu). Jest jeszcze środkowy wariant.

Transpotting 2

Po 20-tu latach pamiętałam tylko, że Trainspotting mi się podobał, chociaż porażała mnie jego punkowo-ćpuńska obsceniczność. Trainspotting 2 pokazuje bohaterów tamtego filmu, którzy dalej żyją na marginesie, na bakier z prawem. Grają ich ci sami aktorzy, chyba jest to jeden z lepszych pomysłów tego filmu. Film nie ma już tego nerwu, tempa i błyskotliwości, co tamten sprzed 20-lat, ale obejrzałam go przyjemnością. Z tym, że trudno powiedzieć na ile dlatego, że w miarę jak oglądałam, przypominałam sobie tamten film sprzed 20-lat.
Zwariować ze szczęścia

Opowieść o dwóch pacjentkach szpitala psychiatrycznego (jedna cierpi na psychozę dwubiegunową, druga na ciężką depresję), które uciekają ze szpitala. W tle piękne krajobrazy północnych Włoch.
Nie jest to najgorzej zagrane, całkiem ciekawie pokazany jest świat widziany od tej drugiej, nazwanej „chorą” strony, ale … w filmach z tej półki, czyli przedstawiających jakieś społeczne problemy, oczekuję dużej dawki realizmu. Tymczasem tutaj, miałam chwilami wrażenie, ze jestem na jakimś kiepskim Bondzie.
Ucieczka z kina polskość

Żenua.
Nawet mi się klaskać na koniec nie chciało. Ani zostać i posłuchać śpiewanych na bisy piosenek z poprzednich spektakli.
Z pamiętnika wk ….konsumentki
Kolejny raz zaatakowało mnie Solid Security, twierdząc że brakuje im wpłaty z lipca 2013 roku. Odwinęłam się i wywaliłam epistołę, w której m.in. stwierdziłam, że mam dość bycia ofiarą tego, że w ich programie księgowym nie można zarejestrować sytuacji, że ktoś w czerwcu zapłacił dwa razy, a potem w lipcu już nie. Albo nawet można, ale przerasta to możliwości pracowników księgowości. Zamiast mnie przeprosić, dowiedziałam się, że brakuje im wpłaty z lipca 2013, bo tę podwójną, z czerwca 2013, zaksięgowali jako zapłatę za listopad 2011, bo podobno wtedy też nie zapłaciłam.
No to im odpisałam:
Ponieważ o braku wpłaty za listopad 2011 dowiedziałam się pierwszy raz dopiero teraz, w marcu 2017 roku, informuję że po tylu latach nie jestem w stanie się do tego ustosunkować. Nie posiadam dowodów na opłacenie rachunków wystawionych w 2011 roku i na mocy art. 118 Kpc nie jestem do tego zobowiązana. Niezależnie od tego, nawet gdyby w listopadzie 2011 na moim koncie nie została zaksięgowana comiesięczna wpłata, to wspomniany przez Panią art. 451 Kpc w żadnym wypadku nie upoważniał do „przesuwania” w następnych miesiącach moich wpłat, bez uprzedniego poinformowania mnie o ujemnym saldzie na moim koncie („dłużnik wskazuje” i dopiero „wobec braku oświadczenia dłużnika …. pełnione świadczenie zalicza się przede wszystkim na poczet długu wymagalnego”). Na marginesie: zasadne jest pytanie dlaczego o braku wpłaty za listopad 2011 roku Dział windykacji poinformował mnie dopiero marcu 2017 roku? I dlaczego nie zostało to wykazane w przekazanym 9 sierpnia 2016 roku przez Dział windykacji wydruku mojego konta?
Zamilkli. Nie wiem czy ich przekonałam, czy postanowili uderzyć oficjalnym wezwaniem do zapłaty.