Jeszcze nie zgłębiłam jak ja to robię, że nie mam czasu. ale wygląda na to, że im bardziej nic nie robię, tym bardziej mi go brak. Strach pomyśleć co to będzie na emeryturze?
Trochę ugrzęzłam w nieudanym projekcie – dziś dopiero doszłam do wniosku,że nie podejmę kolejnej próby zrobienia na okrągło całej listwy (chciałam powtórzyć myk z Sunrise Circle Jacket, jednego z moich pierwszych kupionych na Raverly wzorów):

Najpierw zrobiłam listwę z szarego rowan tweed – nie wyszło, bo jest za mało sztywny. Teraz, w ten weekend zrobiłam dwukolorowo – miał być czarny spód, szary wierzch. Ale na koniec (byłam tak pewna swoich wyliczeń, że w trakcie nie sprawdzałam) okazało się, że wyliczenia dla czarnej wełny były wprawdzie ok, ale przy szarej szlag je trafił i to co wyszło, wygląda paskudnie.

Ale nic to. W przerwach podczytuję otrzymaną od córy książkę i już wiem, że druty to medytacja. Tym samym godziny poświęcone na robienie czegoś, co chwilę później się spruje, w żadnym wypadku nie można uznać za stracone.

Przygotowania do wietnamskiej wycieczki weszły w nową fazę. Opracowałam plan podróży:

Mamy ubezpieczenie, promesę wizy, bilet lotniczy z Da Nang do Hanoi. W tym tygodniu zaczniemy kompletować rzeczy.
Zaliczyłam w tym roku już pierwszy pogrzeb – fajnie by było gdyby był i ostatni, ale o to z roku na rok coraz trudniej.

Pogrzeb został zrealizowany w wersji „najtańsze z oferowanych rozwiązań”, urnę złożono do rodzinnego grobu, a jednak kosztował ponad 8 tysięcy – jestem ciekawa co robią ci, którzy nie mają 4,5 tysiąca złotych na to, by dopłacić do zasiłku pogrzebowego? Do tej pory mogli się przynajmniej zadłużyć w Providencie, teraz mają te firmy zlikwidować.
Wygląda na to, ze opcja bez pogrzebu też nie jest żadnym rozwiązaniem. Zasiłek dostaje się po przedstawieniu zaświadczenia o pogrzebie. Więc pewnie jak się zapłaci za wszystko do momentu kremacji z własnej kieszeni, wyjdzie na to samo. Teraz rozumiem dlaczego przymyka się oczy na dzikie rozsypywanie prochów – system jest tak zbudowany, że wszyscy co mają dostać pieniądze, mają zagwarantowane, że na pewno je dostaną.
I jak to często z pogrzebami bywa, najprzyjemniejsze są stypy (Miełżyński na Burakowskiej jest czynny już od 9).