Tydzień upłynął pod znakiem mężczyzny mojego życia.
Odkryłam, że nie ma gdzie chodzić z dziećmi w tym wieku, tak by mogły się pobawić z rówieśnikami. Myślałam, że jak pada deszcz, to dzieci bawią się pod dachem, w miejscach typu Hula-gula. Jest coś takiego w Galerii Podkowa, ale gdy tam poszłam, pomimo deszczu nie było ani jednego dziecka, Wróciłam więc do domu, pograłam w kółko i krzyżyk, pokazałam grę w kartofla, pobudowałam z nim domki z kart

ale udawać grupy pięciolatków nie potrafiłam. Czułam, że z nimi bawiłby się dużo lepiej
Wnuk dorósł już do kina.

Trailer jest lepszy niż film. Ale dialogi na tyle dobre, że nawet jak się jest dorosła osobą towarzyszącą, da się wytrzymać. W kinie, poza Tomkiem, było na widowni jeszcze jedno dziecko. Więc do kina dzieci też nie chodzą.
Nie było ich też w Muzeum Techniki.

Wygląda na to, ze zamkną to muzeum. Szkoda. Pracują tam osoby, które lubią swoją pracę. Zagadują dzieciaki, same z siebie pokazują im rzeczy, które mogą ich zaciekawić. Tomkowi spodobał się wielki globus. Całkiem dobrze już sobie radzi z pokazywaniem różnych miejsc. A miłość do brum-brum, jak każdy chłopiec, ma w genach.
Przez tę pogodę, chociaż za chwilę będzie listopad, jeszcze nie zaczęłam grabić liści. I tak dobrze, że zięć pomógł mi wyczyścić rynny. Ale z kominem kicha – kominiarze nie chodzą po mokrych dachach.
Wyjątkowo obficie zakwitła mi w tym roku trzmielina

Wszystko wskazuje na to, że Clinton przegra wybory. Od początku nie rozumiałam, dlaczego ją wystawili. Według mnie, po tym, jak po raz pierwszy w historii wybrano czarnoskórego prezydenta, w następnych wyborach lepiej było postawić na tradycję, nie na kolejny „pierwszy raz”, tym razem kobietę-prezydent. Niespokojny czas też nie sprzyja takim wyborom. Jest w tym też jakieś, może nie tyle oszustwo, co naciąganie faktów: Clintonowie mieszkali już w Białym Domu. W dodatku, słusznie czy nie, ale jest coś takiego jak siła stereotypów, 69 lat to nie jest wiek, w którym chętnie zatrudnia się kobietę na wieloletni kontrakt menadżerski.
A tymczasem ja znalazłam małe pocieszenie. I to tam gdzie się tego nie podziewałam – w wywiadzie z Manuelą Gretkowską:
Upadek demokracji w Polsce jest efektem traktowania kobiet. Z pogardy dla nich nie wytworzono żadnych mechanizmów, które by mogły powstrzymać przewagę polityczną jednej grupy nad inną. Nie wytworzyła się taka kultura polityczna, mental szacunku dla poglądów i praw innych. (…) Żaden rząd nie pozwoliłby sobie na takie traktowanie opozycji i instytucji państwowych, gdyby w mentalności czy kulturze politycznej było myślenie o tym, że żadna mniejszość – a kobiety nawet nie są mniejszością, tylko są większością! – nie może być wyzuta ze swoich podstawowych praw. (…) Pajacowanie, wszystkich, tych z lewa, i z prawa. Partie, również niby postępowe, czyli Palikot czy SLD, i te niby liberalne (o prawicowych nawet nie mówię), zrobiły sobie jatkę z praw kobiet. Konsekwencją jest załamanie się demokracji i rządy PiS-u.
Coś w tym jest.
A na moim drugim blogu nadrutach.blox.pl zamieściłam przepis na tęczowe rękawiczki.