350

Jesień, czas pożegnań. Po tym jak rudy, mały kociak sąsiadów, pognał mi bażanta, więcej już chyba do mnie nie przyleci.

Moim zdaniem, bażant robił sobie międzylądowanie w moim ogrodzie, bo miał pewność, że żaden pies, czy kot, mu nie będzie przeszkadzał.  

dobry film

Szkoda, że tak dobry film może przejść niezauważony. To na niego powinni pójść uczniowie polskich szkół.

Już poprzedni, wyświetlany w Polsce film Zelenki, Bracia Karamazow, zapadał  głęboko w pamięć. Tym razem, nie Dostojewski, a wydarzenie historyczne – rocznica układu w Monachium.

A może to jak piszą o tym historii to nieprawda, bo wszystko przesłoniły czeskie kompleksy? Może Benesz widział więcej i dalej?

Aktualne do bólu. No i Zelenka, więc fajnie się to ogląda. Głównym bohaterem jest papuga żako (która, jak łatwo można się domyśleć, często zabiera głos).

Może jestem przeczulona, ale to chyba nie przypadek, że tak został przerobiony plakat Boskiej Florence.  

Kolejny popis gry Maryl Streep.

Jeżeli chodzi o fabułę – cały czas porównywałam ten film z niedawno obejrzaną Niesamowitą Marguerite. Chyba historia opowiedziana w tym ostatnim – Francja, lat 20-te, bogata arystokratka, podpuszczona przez dwóch dziennikarzy, zaczyna wierzyć w moc swojego głosu – bardziej mi się podobała. Ale to była fikcja, historia Florence Foster była w nim jedynie inspiracją. Boska Florence odwołuje się do rzeczywistej historii. Ostatni z głównych bohaterów zmarł w 1980 roku. Ale z kolei w tym filmie gra Maryl Streep. I czego chcieć więcej?

Nie trzeba słuchać radia (o TVP nie wspominając), by przekonać się, ze żyjemy w domu wariatów. Wystarczy pójść na pocztę. 

Wprawdzie ja bym wolała, by zamiast tak epatować przywiązaniem do wiary, zadbali o to, by dochodziły kartki z wakacji i zwykłe listy, ale chyba za dużo wymagam.

Na szczęście wokół mnie sami normalsi.

Łada kupiła psa, przepięknej urody seterzycę. Poszłam ją popodziwiać, a przy okazji wzięłam do ręki książkę o estońskim rękodziele.

Nigdy bym nie pomyślała, że w archeologicznych wykopaliskach dokumentują swoją sztukę dziewiarską. 

Z kolei u Joluślki popatrzyłam na to, co udało jej się złożyć z pozbieranych na ulicy kawałków wyrzuconych mebli. 

Ta turkusowa tapicerka to też jej robota. 

Gumisiowi wyrosły w doniczkach pomidory jak bulwy – byłam przekonana, że w doniczkach rosną tylko koktajlowe. 

A ja w nie tak dalekiej przyszłości jadę do Wietnamu – lądujemy w Sajgonie, wylatujemy z Hanoi. Lot zajmie nam dobę (można i w 13 godzin, ale kosztuje to dwa razy drożej). 36 lat temu, na progu dorosłego życia, zwiedziłyśmy z Ańćką stopem Europem. Teraz, na progu starości, udajemy się w kolejną wędrówkę, tym razem z Joluśką.


Ahoj przygodo.

Ale to jeszcze chwila. Po skończeniu kamizelki


zrobiłam czapkę (w przyszłości będzie jeszcze pompon) i zaczęłam rękawiczki