351

Ostatni Almodovar mnie nie zachwycił

Ale i nie zniesmaczył, jak jego poprzedni film: Przelotni kochankowie.

Nawet myślę, ze Julieta by mi się podobała, gdybym nie widziała jego poprzednich filmów, bo oglądając ten film  miałam wrażenie, że oglądam kolaż zrobiony z jego starych filmów. Julietta ma około pięćdziesiątki i wygląda na to, że ułożyła sobie wreszcie ponownie życie, ale zamiast kroku do przodu, robi krok w tył. Przypadkowe spotkanie z przyjaciółką córki otwiera nie zagojoną ranę – 10 lat temu, jej córka jak tylko osiągnęła pełnoletność  bez uprzedzenia zerwała z nią kontakt i zapadła się gdzieś ziemię. Po tym przypadkowym spotkaniu, Julietta zamiast układać sobie przyszłość, wraca do przeszłości …

Jest czerwień, dobra gra aktorska, sprawnie snuta intryga. Tyle że ten film jest przeraźliwie poprawny. A nie tego oczekuje się idąc na Almodovara. 

Miles Davis in ja

Lubię sobie posłuchać czasami jego trąbki, więc poszłam zobaczyć jakim nieciekawym był człowiekiem. To co jest fajne w tym filmie, to że nie opowiada o życiu Milesa Davisa, tylko pokazuje ważny moment w jego życiu, po pięciu latach milczenia i odcięcia się od świata, Miles Davis powoli wynurza się na powierzchnię. Retrospekcje, pomagają zrozumieć to co widzimy na ekranie. Prawdopodobnie całą ta historia jest bardzo luźno oparta na faktach i więcej tu wyobraźni scenarzysty, niż życia Milesa Davisa. To akurat nie byłby żaden zarzut, gdyby skoro i tak zrezygnowano z wiernego odtwarzania historii, większy nacisk był położony na to by opowiadana na ekranie historia wciągała w swój nurt. A tymczasem momentami niemiłosiernie „haczy”. Przez są w tym filmie kawałki świetne, są beznadziejne. Ale muzyka w tle – cały czas tak samo dobra.

Z poradnika babci trendsetterki 

Nie wiedziałam że robienie dzwonków do telefonu jest takie proste. Nie trzeba niczego instalować. Wszystko można zrobić on-line.

  1. Na Youtube wyszukuje się swoją ulubioną piosenkę, wciska się  „udostępnij”, pojawia się link, który trzeba skopiować.
  2. W przeglądarce Googla po wpisaniu  „youtube to mp3”, wchodzi się na stronę http://www.youtube-mp3.org/pl,. Na stronie pojawia się okno w które wkleja się skopiowany link, wciska „konwertuj” wideo i za chwilę  mp3 jest gotowe.  
  3. Teraz tylko trzeba wejsć na stronę http://ringer.org/pl, gdzie po wgraniu pliku, można go dowolnie przyciąć i z głowy.
  4. Niektóre telefony nie widzą mp3 i żądają np 4mr. W takicch przypadkach trzeba jeszcze przekonwertować np. tu  

Kolejny, ale i ostatni,  mój mail do admina bloxa

Adminie

Nie chcę już mi się pisać na forum. Wiem, że się nie rozumiemy, ale postanowiłam tak łatwo nie odpuszczać. Żeby było jasne, nie zależy mi, ani nie zależało na przyjęciu do Syndykatu. Tak jak napisałam: moje zgłoszenie było testem, czy coś się zmieniło, czy dalej tak lekceważąco traktuje się ludzi. I tak jak nie zależy mi na Syndykacie, tak nie ukrywam, że zirytowało mnie to, w jaki sposób zostałam potraktowana. To, że inni zostali tak samo potraktowani, jest bez znaczenia. Tyle tylko, że teraz lepiej rozumiem ich oburzenie. Blox umiera i prawie na pewno nic by nie zmieniło to, gdyby było tu miło i uprzejmie. Ale jest jeszcze coś takiego jak marka. Naprawdę Agoro jesteś aż na tak wznoszącej fali popularności, że możesz zrażać do siebie ludzi?

Z pamiętnika wk … konsumentki

W pracy od człowieka, który jest kobietą oczekuje się, że będzie chodzić w butach, które mają „odpowiednio wygląd”. A ponieważ w takich butach trudno potem poruszać się po mieście, więc mam osobne buty do chodzenia, i do „pracy”. Te ostatnie to trzymane w pracowej szafie baleriny Vagabonda.

Takie:


Stare mi się popsuły, w sklepie już takich nie ma, poszukałam w sieci i znalazłam w sieci tylko kilka miejsc gdzie jeszcze je sprzedają. O moim faworytnym modelu w szpic musiałam zapomnieć, ale z półokrągłym noskiem jeszcze gdzieniegdzie były. Coś mi na Amazonie, nie poszło z płatnością, w międzyczasie znalazłam w Schaffie, więc kupiłam tam, a zamówienie w Amazonie skasowałam. Upewniłam się w banku, że płatność nie została zrealizowana, na wszelki wypadek zmieniłam limity karty i spokojnie czekałam na moje butki z Schaffy.

Przyszedł wrzesień, zajrzałam do banku, a tam jako płatność zrealizowana, zakup w Amazonie. Okazało się (mój błąd!), że jak za pierwszym razem mi nie wyszło, to spróbowałam jeszcze raz i Amazon zapisał to jako zamówienie. zamówienie. Ponieważ chwilę później mnie poinformował, że ten sklep nie wysyła do Polski, uznałam, że sprawy nie ma i nie weszłam do zamówień, by je wykasować. A sprawa była. Gdy przyszedł wrzesień, w nowym miesiącu, nowy limit transakcji, zapukali i dostali …

Wpienia mnie to, że ta transakcja odbyła się za moimi plecami. Zawsze wprawdzie mogę zwrócić, tyle że o ile przy zakupie policzyli mi za funty jak za zboże, to przy zwrocie policzą mi jak zboże za złotówki. Do tego jeszcze trzeba doliczyć koszty wysyłki. Tak że z tych 300 zł, mogę liczyć na 200 zwrotu. Więc doszłam do wniosku, że je zatrzymam. Do trumny jak znalazł!

Olka mi poleciła mi tzw. wirtualne karty kredytowe. Sprawdziłam w necie – mój bank tego nie ma. Te które mają, powoli się z tego wycofują. Więc nie widzę sensownej alternatywy.

Z radością też donoszę, że jeszcze nie wszyscy wokół zwariowali. Na przykład wiewiórki, tak jak co roku, buszują na moim orzechu szykując się do zimy.