Chwilowo nie mam czasu na pisanie bloga. Zaraz to się skończy, ale jeszcze chwila. Czas pokaże, czy to jest prawdziwa przyczyną mojej blogowej flauty.
Nie jest to jedyna „flauta” w moim życiu. Za osobę robiącą na drutach uważam się chyba tylko z przyzwyczajenia. I tak dobrze, że udało mi się dotrzeć na Szarotki. Tym razem Ewa „załatwiła” nam Jazdów.

Urocze miejsce, ale chyba plan przekształcenia go w hipsterski dom kultury się nie powiódł. W niedzielne słoneczne i piękne popołudnie pusto tam było i cicho, więcej hipsterskiego życia jest na Placu Zbawiciela o siódmej rano. Szkoda,, bo miejsce ma potencjał. A odniosłam wrażenie, że umiera razem z domkami.
Z czapką lekki klopsik. Nie wydrukowałam wzoru, tylko gapiłam się na pdf wyświetlany na ekranie komórki. Nie był to najlepszy pomysł, bo ptaszki tak się do siebie „zbliżyły”, że brakuje miejsca na dzioby.

Dawno chyba nie było tylu dobrych filmów w kinie.
Kwiat wiśni i czerwona fasola

Mnie się podobał, ale nikomu nie odważyłabym się polecić, bo to film z półki „dla koneserów”.
Pewnego dnia do osiedlowej budki w której ponury i zamknięty w sobie pan sprzedaje się wytwarzane przez siebie ciastka dorayaki (w naleśnikowe ciasto wkłada się pastę z czerwonej fasoli) przychodzi się 76-letnia pani i prosi by ją zatrudnił.
On początkowo nie chce, potem daje się przekonać, czyli pozornie typowy snuj o poranionych przez życie ludziach. Ale siła tego filmu nie w akcji – mnie urzekła egzotyka, inność ich reakcji, zachowań. Nawet przyrodą trochę inaczej się zachwycają i inaczej o tym mówią.
Co przynosi przyszłość

Dla miłośników francuskiego kina
Zakochana w książkach i w swojej pracy nauczycielka filozofii „odzyskuje wolność” – maż odchodzi, matka umiera, dzieci wyprowadzają się z domu. Świat też coraz mniej jej potrzebuje – wydawnictwo z którym latami współpracowała już nie chce jej książek, młodzież buntuje się na innych falach, niż te na których ona się kiedyś buntowała.
Czyli zwykłe koleje losu, A ona w tym wszystkim usiłuje zachować spokój.
Po wyjściu z kina miałam wrażenie że obejrzałam typowy, tyle że dobrze zrobiony, kobiecy snuj. Dopiero po pewnym czasie, jak mi się to wszystko ułożyło, uświadomiłam sobie do jakiego stopnia ten film jest utkanym z niedomówień, bardzo przemyślanym kolażem. Chyba bym go chętnie za jakiś czas jeszcze raz obejrzała, tym razem więcej uwagi poświęcając tekstom które przerabia z uczniami – oczywiście nie są przypadkowo dobrane.
Moniek zwrócił mi uwagę, że ten film należy „dopełnić” duńską Komuną.
dobry film

Lata 60-te. Komuna, ale nie hipisowska, tworzą ją zakotwiczeni w społeczeństwie, dorośli ludzie. Punktem wyjścia jest odziedziczenie przez jednego z bohaterów dużego domu, którego utrzymanie przerasta możliwości jednej rodziny.
Tu też dojrzała kobieta zostaje zostawiona dla młodszej. Ale w przeciwieństwie do poprzedniego filmu, nie potrafi się z tym pogodzić. A ponieważ to, jak potrafimy się ranić, pokazane jest w scenografii lat 60-tych, przypomniała mi się scena z Hair Formana, z songiem Easy to be hard.
Kolejny dobry duński kameralny film obyczajowy. Zaczyna być to ich specjalność.
No i jak zawszew o tej porze roku, kolejny Woody Allen i jego Śmietanka towarzyska

Hollywood w swoim rozkwicie. Typowa allenowska męsko-damska przekładanka, z uroczym jazzowym podkładem. A na deser kilka tekstów w jego starym stylu. I nawet jeżeli to nie jest to jego najlepszy obraz, to przynajmniej jest to film, a nie folder reklamowy europejskiej stolicy.
Niestety tradycja rodzinna upadła i na Woody Allena nie poszłam już z moim synkiem. Tam gdzie on jest, w kinach nie wyświetlają jego filmów.
Ostatnio samolotem, statkiem, autobusem, taksówką motorową, autostopem i wynajętym skuterem dotarł do górskiej miejscowości, gdzie jeszcze robią sobie zdjęcia z białym człowiekiem. Tak się tam ubierają uczestniczki pogrzebu:

W dolinę wrócił awionetką, która pamiętała chyba czasy II wojny – miałam skojarzenie z Indianą Jones.
Przynajmniej córa spędza czas w mniej hardcorowy sposób i przesyła z wakacji słodkie landszafty

A ja wychodząc z Kinoteki po obejrzeniu Woody Allena zobaczyć, kto tak hałasuje na rozstawionej pod Pałacem scenie. Śpiewali na rockowo Alleluja, bo była to impreza religijna.

Kochany Panie Ionesco …