Coraz bardziej boję się otwierać strony z wiadomościami. Ale zakładając, bo tak podobno trzeba, by nie zwariować, że ten świat jeszcze chwilę będzie istniał, mam problem z czasem. Dla wygody często w tygodniu często zostaję w Wwie u mamy. Jak jeszcze tak jak teraz biegam na kriokomorę, to nawet jak pojadę do Brwi, jestem za późno w domu, by się zabierać za coś dużego. Jak jeszcze do tego dochodzą weekendowe wyjścia, ogród wygląda tak, że żal patrzeć.
Postanowiłam przestać zmniejszyć areał trawnika, tam gdzie sięgają korzenie sosen i tak zamiast trawy rosną chwasty. Za to bluszcz świetnie sobie radzi, więc teraz będę go powoli rozsadzać.
Gorzej, że tam gdzie może być trawnik zalęgło mi się jakieś cholerne coś. Ma to bardzo rozległe korzenie, nawet nie mogę tego wytępić roundupem, ma odnogi i pod pod mahonią, więc nawet jak opryskam, to tam się uchowa i jak tylko będzie można ruszy z powrotem na podbój mojego trawnika.

W kinach plaża na Subtelność poszłam trochę na siłę.

Subtelny romans sądowy. On jest sędzią, od którego odeszła żona. I pewnego dnia, jako sędzia przysięgły pojawia się ona – lekarka, która kiedyś opiekowała się nim, gdy po wypadku leżał w szpitalu. W tle proces, na początku wina była oczywista, a w którym z godziny na godzinę, przestaje to być takie pewne.
Do obejrzenia w telewizji (jak jeszcze ktoś ją ogląda), w kinie niekoniecznie.
A Jerzy Stuhr w swojej książce Ja kontra bas też narzeka na współczesny teatr. Bo za naszych czasów …
Dykcja aktorów młodego pokolenia:
Wdrażanie tego nawyku ćwiczenia u młodych ludzi uczących się w szkołach artystycznych sprawia mi jako pedagogowi coraz więcej kłopotu (…) przedmioty, które pozwalają aktorowi kształtować formę, są przeważnie – a nawet na pewno – bardzo nudne, żmudne, nieatrakcyjne, a młodzi ludzie dzisiaj są przyzwyczajeni, by uczyć się tego, co lubią. Jak polubić ćwiczenie, w którym dla rozpracowania przykurczu szczękowego trzeba dziennie około godziny trzymać pionowo w zębach pudełko od zapałek (trzymałem je od roku 1969 do 1970, w czasie studiów w szkole teatralnej) czy dla uelastycznienia górnej wargi jak najszybciej głośno na jednym dźwięku wypowiedzieć lub wyśpiewać: „mamomemimu, nanoneninu, papopepipu, lalolelilu, tatotetitu, dadodedidu”. Coraz trudniej młodych adeptów sztuki aktorskiej na to namówić, co potem niestety słychać (a może właśnie nie słychać) ze sceny.
Krzysztof Lupa zdobył u mnie kolejny minus:
Pamiętam taki egzamin u profesora Krystiana Lupy na drugim bodajże czy trzecim roku. Najpierw wyszedł przed komisję egzaminacyjną profesor Lupa i oświadczył: „Bardzo proszę komisję, aby nie zwracała uwagi na dykcję i impostację głosu”. „To na co?” — jęknęły głucho panie profesorki, zwłaszcza starszego pokolenia, a za kulisami słychać było figlarne chichoty studentów, uradowanych, że wreszcie pedagog uwalnia ich od głupiego „mamomemimu.
O improwizacji, która we współczesnym wydaniu zazwyczaj oznacza jedynie bezwładny chaos:
Pozwolę sobie na kolejną dygresję unaoczniającą różnicę pokoleniową w sztuce aktorskiej. Otóż tam, gdzie na scenie czy planie filmowym zaczynają rządzić mną emocje, absolutnie wystrzegam się improwizacji. Muszę mieć wszystko, a zwłaszcza warstwę tekstową, niezwykle precyzyjnie przygotowane. Bo emocja nie rządzi się prawami logicznego myślenia, mówiąc prościej — „odbiera rozum” i kończy się najczęściej na wywrzaskiwanych „piii. Debiut fabularny Krzysztofa Kieślowskiego pt. Petrochemia w Płocku. Był to jeden z pierwszych filmów zajmujących się problemem skażenia środowiska. Dyrektora grał wybitny aktor Franciszek Pieczka. Pamiętam, jakie pan Franciszek, który przecież nie mógł być uczniem Lupy, miał kłopoty z improwizacją na planie. Gdy Kieślowski nieśmiało (debiutant!) prosił o zaimprowizowanie, pan Pieczka krzyczał: „Niech mi pan napisze, to ja – zaimprowizuję. Nieprawda, że improwizacja to absolutna wolność. Nie, rządzą nią żelazne reguły formalne. Muzycy jazzowi improwizują, ale nieubłagane wędzidło perkusji wybija wciąż ten sam rytm i reszta musi się do niego stosować. Nasi wielcy romantycy, kiedy się umawiali na biesiady improwizacyjne, najpierw ustalali: improwizujemy trzynastozgłoskowcem czy sekstyną? (…)Pomyślałem sobie też wtedy, że ów wstęp Krystiana Lupy otwiera nowy rozdział aktorstwa i estetyki teatralnej w Polsce. Od tej chwili mniej ważne w warsztacie f aktora będzie dotarcie do całej, czasem wielkiej widowni. Im te widownie już nie będą potrzebne. Gdy już im przyjdzie dla nich grać, użyją mikrofonów albo się ich zbliżenia pokaże na rozwieszonym nad sceną ekranie za pomocą wszędobylskiej kamerki. To raczej my, widzowie, powinniśmy wykonać wysiłek dotarcia do ich świata przedstawionego, jeśli nas łaskawie do niego dopuszczą.
Generalnie książka taka sobie. Już trzydzieści lat Jerzy Stuhr jeździ po świecie z monodramem Kontrabas. Ja kontra bas to luźne refleksje jakie mu z tej okazji przyszły do głowy.
Z pamiętnika wk … konsumentki
Wysłałam do Solid Security taki mail:
7 lipca br. otrzymałam sms z wezwaniem do zapłaty w przeciągu 3 dni . W windykacji Państwa firmy dowiedziałam się, że „brakuje” wpłaty z lipca 2013 roku. Sprawdziłam w banku: rzeczywiście w lipcu 2013 roku nie została wpłacona comiesięczna należność – ale to dlatego, że czerwca 2013 zapłaciłam ww. kwotę dwa razy. O tym, że saldo na moim rachunku powinno się zgadzać, poinformowałam o tym Państwa dział windykacji i miano do mnie w tej sprawie jeszcze oddzwonić. Ponieważ nikt się do mnie nie odezwał, zwracam się z prośbą o potwierdzenie tą drogą, że sprawa została wyjaśniona i nie zalegam wobec Solid Security z żadną wpłatą.
Przy okazji chciałam zwrócić uwagę, że nie podoba mi się przekazywanie tego typu informacji dopiero po kilku latach. Zgodnie z obowiązującymi przepisami każda firma musi co roku sporządzać bilans i to wtedy – jeżeli nie jest to robione na bieżąco – powinny być pisane tego typu monity. Zgłoszenie się z taką sprawa po trzech latach dla kogoś kto opłaca rachunki na poczcie oznacza niemożność udowodnienia dokonania takiej wpłaty (nieliczni przetrzymują latami takie rachunki). Z kolei dla kogoś kto zamknął konto, czy zmienił bank wiążę się to z koniecznością uiszczenia wcale nie tak małej opłaty.
Nie odpowiedzieli na ten mail. Wyślę to poleconym. Wolę mieć na piśmie, że nie zalegam.