Nie mam za bardzo o czym pisać, bo tydzień upłynął mi na dochodzeniu do siebie.

Postanowiłam wykorzystać to, że nie wychodzę z domu i żyję z tego co dobrzy ludzie mi przyniosą: nie mam w domu chleba, serów, lodów itd … Na razie wspomaga mnie jeszcze brak apetytu, dzięki temu na stronie tabele-kalorii.pl całkiem dobrze to wygląda.

Chorowanie też czegoś uczy. Wgrałam do komórki kolejny audioobook Straszydła na dzień. Czeski humor w najlepszym stylu. Jedno z opowiadań o martwym kocie, postanowiłam przesłać dalej. Tymczasem okazało się, że po wgraniu do komórki, program do audiobooka „przerabia” poczciwe mp3 na jakieś dziwne pliki, który tylko on widzi. Audiobook kupiłam w jakiejś księgarni, w której albo nie założyłam konta, albo która w międzyczasie znikła. Nie do końca wiem jak to się stało, ale skasowałam wyjściowy plik w komputerze. Nigdy tak nie postępuję – ale jak raz tak zrobiłam, to akurat z audiobookiem na którym mi wyjątkowo zależy Brr.
Faza na audiobooki wzięła się stąd, że miałam ambitny plan: chciałam skończyć żakardową kamizelkę. Skończyło się na tym, że rzuciłam ją w kąt. A wszystko przez szalowy kołnierz.

Jak bym nie robiła, wychodzi paskudnie. W pewnym momencie zaczęłam szukać w necie inspiracji. Odkryłam, że jak się dokładniej tym zdjęciom przyjrzeć, to takie wykończenie w szczegółach wygląda mocno tak dobie, Ten szary sweter jest jakimś pomysłem – tyle że nie do zastosowania w mojej kamizelce. Czuję, że się poddam i zrobię pod szyją klasyczne wykończenie.
A tymczasem znalazłam w domu zostawiony kiedyś tam przez moją córkę komiks:

Do tej pory jedyne moje doświadczenie z komiksem to Tytus, Romek i A’Tomek. Nie miałam pojęcia, ze czytanie komiksów może być taką frajdą. A jest.