Znów mam na ręku tracker (Fitbit Charge HR), co oznacza, że wróciłam do monitorowania swojego życia. Miałam przerwę bo się popsuł i zanim znalazłam dowód zakupu i upewniłam się że nie ma u nas serwisu, minęło trochę czasu. Ale jak już się zebrałam napisałam do nich maila, zaraz na niego odpowiedzieli i po godzinie, dwa maile dalej, poprosili o podanie adresu na który mają przysłać nowy. Na koniec zapytałam co mam zrobić z tym popsutym, gdzie go odesłać i zostałam pouczona, że w trosce o środowisko powinnam poszukać w swojej okolicy kosza na elektrośmieci.
Gdyby nie ten tracker, to na przykład dziś nie wyszłabym z domu. A tak ubrałam się i poszłam „nabić” przynajmniej 10 tys. kroków. Przy okazji spotkałam na dworze rozśpiewaną ptakami wiosnę.

Jak już wyszłam na dwór, to zrobiłam kolejne zdjęcie Miosokocyka 4 – w maju rodzi sie dzieciak, który go dostanie.

i sfotografowałam, to co teraz mam na drutach. Robię z wełny ze sprutej kamizelki (Malabrigo Rios) i kłębka Cascade 220, jaki mi został po zrobieniu z PoleGole. Zainspirował mnie ten wzór, też ma to być kamizelka.

Wiem już jaki kocyk zrobię z moich bawełnianych resztówek. Wzór taki jak w tej kamizelce na zdjęciu. Ale nie będę się przejmować nitkami z lewej strony. Podszyję to jakimś pasującym do tego kolorystycznie materiałem (np. flanelą). Może to bardzo fajnie wyglądać.

dobry film
Australijski Powrót to współczesna wariacja na temat Dzikiej kaczki

Film garściami bierze z Ibsena, więc bieg wypadków nie zaskakuje. Ale warto pójść – jest świetnie zagrany, bardzo celnie pokazuje niedojrzałość dzisiejszych dorosłych chłopców i cenę jaką za to płacimy.
Dama w Vanie

Na ten film poszłam dla Maggie Smith. Tym razem nie gra zgryźliwej arystokratki (uwielbiam ją w tej roli w Downtown Abbey), ale ekscentryczną, bezdomną staruszkę, mieszkająca na jednej z ulic londyńskiego Camden.
Film oparty na faktach. Pewnego dnia, ta starsza pani zaparkowała przed domem angielskiego pisarza. Od pewnego czasu stawała na kilka dni przed kolejnymi domami na tej ulicy. Tym razem też miała zostać na chwilę, została na kilkanaście lat, zamieniając podjazd domu w śmietnik. Nie tylko z powodu higieny nie była łatwą lokatorką. Niezrównoważona psychicznie, ekscentryczna, balansująca na granicy choroby psychicznej. Pisarz przed domem którego zaparkowała, nie potrafiąc się temu przeciwstawić, pogodził się z tym, a nawet postanowił to wykorzystać, traktując to jako temat w swojej twórczości. Film, który jest ekranizacją książki, stanowi dowód, że mu to wyszło.
Ale sama historia ma w sobie coś z horroru. Tym bardziej, ze zdarzyła się naprawdę
Carol

Na ten film poszłam dla Cate Blanchet.
Jest świetna, Nawet w tak przewidywalnym, schematycznym melodramacie. Dodatkowy bonus to stylizacje z lat 50-tych.