368

Tego typu dylamaty jedna z moich ciotek określa: Adamie. wybierz sobie Ewę:

A tymczasem wiosna w rozkwicie


Tyle, że zamiast z grabiami po działce, leżę i zastanawiam się, czy czasem od tego profilaktycznego dbania o siebie, tak sobie nie zaszkodziłam, że teraz już będę tylko inwalidką. Krzywo chodziłam, ścierałam obcasy i coś mnie naszło, że tak nie może być i trzeba coś z tym zrobić (o ile pamiętam lekko zirytowało mnie, że zdarcie gumy w tenisówkach zabrało mi niecały miesiąc). Zamówiłam wkładki na miarę i początkowo było świetnie – dopiero jak zaczęły mnie boleć stopy zauważyłam, że wkładki się „rozwarstwiły”. Wyjęłam wkładki, ale było już za późno: stopy dalej bolały a ja siłą rzeczy starałam się chodzić tak, by nie bolało, No i od tego unikania bólu (czyli krzywego stawiania stóp), teraz tak bolą kolana, że ledwo chodzę. Weekend w domu na Woltarenie trochę pomógł, boli dużo mniej, Ale pewnie jak pójdę do pracy zacznie się od nowa.

W ogrodzie nie podobają mi się sosny: wszystkie na jednej wysokości mają „pościerane” rude obręcze. Choroba je toczy, czy to już starość?

 

Na sobotnim sabaciku. ciotki zamiast mi współczuć napadły na mnie, że te moje kłopoty z kolanami to przez to, że się zapasłam – do soboty aż tak tragicznie tego swojego zapasienia nie widziałam. Chyba zabolało, bo chwilowo straciłam apetyt. I tak czując pismo nosem, ugościłam je dietetycznie. Wprawdzie sprzedawany w sklepie na rynku śledź w oleju się popsuł i tak jak był rewelacyjny, tak teraz capi olejem silnikowym, ale ryba w galarecie dalej jest jadalna. Kroję w plastry, dodaje to co trzeba, zalewam żelatyną i wychodzę na dobrą panią domu.

Skończyłam Misookocyk 4 – jak wciągnę nitki i wypiorę będzie ładniejsze zdjęcie:

Jednego jestem pewna, była to moja ostatnia robótka z bawełny Dropsa. Nigdy więcej nie uwiodą mnie jej piękne, soczyste kolory. Nie wiem komu dam ten kocyk – powstał w ramach postanowienia robienia z tego co mam w domu. Zostało mi jeszcze sporo bawełny (na szczęście już nie Dropsa), na razie nie ma  pomysłu jak je połączyć.


Yona

 

Obejrzałam ten film w jednym z moich ukochanych miejsc – w kinie Apolonia. Fabularyzowana biografia poetki, podobno bardzo znanej izraelskiej poetki, Tworzyła w latach 60-tych (wcześnie umarła, w wieku 41 lat na raka piersi). Buntowała się przeciwko przeciwko patriarchatowi, który panował i na poetyckim parnasie, miała popaprane życie emocjonalne, zaburzenia osobowości. Słowem ówczesny standard artystycznych środowisk. Sam film nie porywa. Ale czas i świat o którym opowiada tak ciekawy, że z przyjemnością gapiłam się w ekran. Myślę, że na długo zapamiętam to jak psychiatra – ponieważ nie umiała mówić o swoich traumach – postanowił je poznać, podając jej LSD. Pacjentka przerażona uciekała, gonił ją lekarz prowadzący krzycząc: „powiedz co czujesz”, a za nimi leciał cały, zaangażowany w eksperyment leczniczy personel. Klimatem pasowało to do Królestwa Thiera, ale tam to była fantazja, tu rzeczywistość.