Wiosna !!!

Nie tylko Fitbit mnie dopinguje (gra. w jaką gram sama ze sobą polega na tym, by te słupki były jak najwyższe)

Zapisywanie ile jem na stronie tabele-kalorii.pl, spowodowało, że ani na pożegnalnym poczęstunku odchodzącego z pracy kolegi:

ani na sobotnim ciotkowaniu u Joanny, która postawiła na stole faworki, nie brałąm takich kalorycznych bomb do ust.
Bo z tyłu głowy mam cały czas świadomość, że mam mieć ujemny bilans kalorii.

Prawdopodobnie mój fitbitowy świr będzie się powiększał: wynik z tego tygodnia przełożył się na 1 kilogram mniej.
Świat na zewnątrz nieustannie dziwi. Codziennie po obudzeniu muszę sobie przypominać w jakiej rzeczywistości żyję. Obserwuję powrót nie tylko do języka, ale i estetyki mojej młodości (to zdjęcie zrobiłam na poczcie w Brwi).

Patrząc krytycznie na to jak ostatnio funkcjonowałam, rozpoznałam u siebie depresję obywatelską. Staram się wyjść z tego dołka – bardzo pomogło mi zaprzestanie surfowania w necie.
Zawsze mam też swoje ciotki. Nasze spotkania tocza się wokól dwóch tematów: polityki i emerytury, na którą wszystkie chcemy iść i na której żadna nie ma pomysłu jak przeżyć, za to, co dostanie.
Zrobiłam kolejny Kilimek. Jest dużo ładniejszy niż na zdjęciu, ma bardzo ładne kolory. Musze popraować nad techniką pomponów.

Zabrałam się za kolejny Miosiokocyk. Będzie to ostatnia moja robota z bawełny Dropsa. Przerobię te kłębki, które mam to co mam i będę każdemu odradzać tę włóczkę.
z pamiętnika wkurwionej konsumentki
Sąd w Lublinie zawiadomił moją mamę, że uznał jej sprzeciw i przekazał sprawę do sądu rejonowego. Tyle, że mama poszła do banku dowiedziała się, że komornik zabrał nie 900 zł, ale 1800 zł – jedno 900 z konta, drugie z emerytury.
Sąd rejonowy prawdopodobnie zawiesi sprawę do czasu rozpatrzenia sprawy wytoczonej przez miejskiego rzecznika konsumentów – będzie to trwało lata i jak zapadnie wyrok dawno tej firmy-oszusta na rynku nie będzie.
A moja mama będzie stratna 900 zł – bo nie wyobrażam sobie by komornik jak się go poprosi, nie oddał tych „dodatkowych” 900 zł. Nie będzie się upierał że należy mu się 1 800 zł, skoro wyrok opiewał na 900 zł. I też dużo się na odsetkach przez tę chwilę nie obłowi. A może nie mam racji? Bo jak „przez pomyłkę” oddał tej firmie zamiast 500, 1000 zł, to raczej na pewno z własnych mamie nie zwróci.
Ale ja mam pytanie, czy to jest tak, że jak komuś się coś ukradnie i potem odda, to się nie liczy? Bo ja nie rozumiem jakim prawem komornik zabrał mojej mamie 1 800, jak miał tytuł by zabrać 900.
Oczywiście to nie tak, że teraz będzie inaczej, ludzie się nie zmienią, prawa też nie ruszą – tzn, pewnie wprowadzą kontrolę urzędnicza, bo w tym sezonie to się nosi. Ale odpowiedzialności za swoje czyny na pewno nie – coś takiego przekracza wyobraźnię wszystkich, zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. I boją się tego jak diabeł święconej wody.
Ale widząc jak bezradna jest moja mama, która ma pełny suport prawny i która z tego powodu że została okradziona, nie musi zrezygnować z leków czy martwić się z czego zapłaci za prąd, mogę sobie wyobrazić jak czuje się samotny stary człowiek z 1000 zł rentą.I jak z tej frustracji rodzi się gniew.
komentarz do atakującej mnie rzeczywistości
Fragment tekstu Hołdysa w ostatnim Newsweeku
Na Stadion Dziesięciolecia wpadł polski peleton, a jeden z kolarzy, bodajże Staszek Gazda, na finiszu stracił prowadzenie. Słynny polski dziennikarz Bogdan Tuszyński podszedł wówczas do najważniejszej osoby w państwie – Edwarda Ochaba, przewodniczącego Rady Państwa – i zapytał go: „Panie przewodniczący, co Pan sądzi o dzisiejszym finiszu?”. To było transmitowane na żywo, więc wszyscy w całej Polsce usłyszeli jego odpowiedź: „Ja jestem komunistą i proszę do mnie nie mówić per pan, proszę do mnie mówić ‚towarzyszu’. Tuszyński się przestraszył, i słusznie, bo wtedy za taki „wybryk” można było bardzo ucierpieć. Powtórzył więc pytanie, tym razem zwracając się per „towarzyszu”. Ten odpowiedział wtedy: „No mój Boże!”