Wróciłam (tu fotka z Regent Parku)

Wylądowałam w sobotę, ale do domu dotarłam dopiero w niedzielę. Z lotniska pojechałam do Joanny – zaplanowana na emeryturze emigracja wewnętrzna z moimi ciotkami, zapowiada się cudownie! Muszę tylko do tej emerytury dożyć.
Joanna spojrzała na mój „dorodny” wygląd i dała tę książkę:

Przeczytałam – podobno jakbym przez 40 dni jadła tylko owoce i warzywa to bym się na maxa zrewitalizowała. Nawet jestem gotowa w to uwierzyć, ale jednak chyba nie jestem zdolna aż do takich wyrzeczeń.
Na razie zaczynam kolejne dwa tygodnie kriokomory.
W niedzielę były pierwsze w tym roku Szarotki. Przez 2 tygodnia Agata zrobiła tyle kocyka:

Ja od kilku miesięcy nie mogę skończyć dwóch szali. I wpadłam na pomysł: Reset! Nowe włóczki, nowe projekty. Do tamtych kiedyś może wrócę!
A po Szarotkach poszłam do Klubu Komediowego na wieczór Jacka Federowicza

Wieczór sentymentalny. Ma 79 lat. Można go podziwiać za to, jak dalej sobie daje radę – jeżeli chodzi o profesjonalizm bije na głowę tandeciarstwo i prowizorkę Pożaru w Burdelu. Wydaje mi się że jest potrzeba świeżej satyrycznej krwi – ciekawe czy coś w odpowiedzi na tę potrzebę powstanie.
z pamiętnika wkurwionej konsumentki
Zastanawia mnie po co komornik wysłał zawiadomienie do mamy o wydanym postanowieniu – w dniu wysłania tego pisma, pobrał jej z konta tysiąc złotych. mama nigdy tych pieniędzy nie odzyska. To nie jest tak że mama została okradziona przez złodzieja. Stworzony został system do okradania ludzi – prowadzenie postępowań sądowych bez zawiadamiania ludzi o tym, ze w ich sprawach toczy się postępowanie (nigdy nie doręczone awiza, księguje się jako doręczone i sprawa się toczy),w tych sprawach wydaje się wyroki o których nie wiedzą zainteresowani i na tej podstawie komornik zabiera co sąd orzekł.
I tak to się od dłuższego czasu kręci. Dziesiątki artykułów, programów interwencyjnych. Wszyscy o tym wiedzieli, nikt z tym nic nie robił. Moim zdaniem komornicy, to drugi po imigrantach, powód wygranej PIS.
komentarz do atakującej mnie rzeczywistości
Fragment wspomnień przedwojennego prezesa Sądu Najwyższego Aleksandra Mogilnickiego, został odsunięty przez sanację- za artykułem prof. Ewy Łętowskiej w Dzienniku
Wysłany m.in. do Belgii nasz ówczesny minister skarbu już był się ułożył z konsorcjum banków belgijskich o dość znaczną pożyczkę na nie najgorszych warunkach – wszystko: suma, procent, terminy spłaty itd. było już ustalone. Chodziło tylko o zabezpieczenie, które Belgowie uznawali za niewystarczające i żądali lepszego. – Damy panom – powiedział minister – zabezpieczenie na pierwszym numerze hipoteki nieruchomości prywatnych, których wartość będzie wielokrotnie przewyższała sumę pożyczki. – W zasadzie moglibyśmy to przyjąć – odezwał się jeden z głównych bankierów – ale to będzie bardzo utrudnione, gdyż trzeba będzie uzyskać zgodę większej liczby osób, zrobić z nimi akty notarialne itp. – To jest zupełnie niepotrzebne; wydamy ustawę i na jej mocy hipoteka zrobi odpowiednie wpisy do ksiąg hipotecznych. – Jak to, bez zgody osób zainteresowanych? A przecież tam już muszą figurować jacyś dotychczasowi wierzyciele hipoteczni, którzy również musieliby wyrazić zgodę na ustąpienie pierwszeństwa. – Nic nie szkodzi. W ustawie umieścimy przepis, że istniejące obecnie wierzytelności przesuwa się na niższy numer, a panów pożyczka będzie na pierwszym numerze. Usłyszawszy to bankierzy skłonili się i wyszli bez słowa odpowiedzi. Minister zatrzymał jednego z nich i zapytał, co się stało. – Panie – odpowiedział zirytowany Belg – zajął nam pan mnóstwo czasu i w końcu zakpił sobie z nas. – Jak to? – Czyż pan nie rozumie, że jeżeli możecie wydać ustawę, przesuwającą wierzycieli na niższy numer hipoteki, to jutro nas tak samo, w drodze nowej ustawy przesuniecie na niższy numer. Pożyczka nie doszła do skutku.
ps. tym razem Blox wykasował we wpisach wszystkie słowa zapisane Italicą. Robią co mogą, by się stąd wynieść.