402

Kiedy byłam jeszcze stara, żyłam swoim rytmem. mając poczucie że jestem jakoś zgrana z otaczającym mnie, w miarę przewidywalnym, światem zewnętrznym.Teraz, gdy czas gwałtownie zawrócił, mogę mieć tylko nadzieję że wrzucenie wstecznego biegu, dotyczy nie tylko życia politycznego, ale i tego co widzę na co dzień w lustrze. Na razie tak mi wiruje w głowie że nawet siedząc na zwolnieniu nie przeczytałam żadnej książki ani niczego nie wydłubałam. Świadomość własnego rozgildziajstwa mam, ale niewiele to zmienia. W tym tygodniu, chociaż to zupełnie nie moja bajka. ostro dał mi do myślenia wpis Izabelli Łukomskiej -Pyżalskiej. Z tym, że gdyby to miało być naprawdę to coś, co mnie otrzeźwi, to już by się to stało; a tu nic: dalej surfuję po sieci i stawiam Pająka

Na Mubi.com obejrzałam tylko jeden film, Żelazna wyspa (irański z 2005 roku).

 

Jak gdzieś ktoś będzie miał możliwość, polecam. Był u nas na WFF i ponieważ jest i polski plakat, musiał być i w DKF-ach. Na stojącym u wybrzeża Iranu, czekającym na złomowanie tankowcu zamieszkali bezdomni tworząc własną zamkniętą społeczność. Może nie arcydzieło, ale miło się ogląda nie tylko dlatego że irański, czyli egzotyczny. 

Natomiast, ze Scope100 póki co porażka. Na tablecie oglądać nie mogę, bo mam Androida, a on nie obsługuje wymaganego przez Scope Flash Playera (do tej pory byłam przekonana, ze Google łyka wszystko, jak widać byłam źle poinformowana). Z kolei na moim laptopie nie wchodzi. Napisałam do pomocy technicznej, milczą, a czas ucieka, do 17 stycznia mam obejrzeć 10 filmów. 

Z tych co grają w kinach widziałam Moją Matkę.


Temat dla mnie bardzo na czasie – opieka nad chorą matką. Ale i bez tego co sama przeżywam wiem, że dużo więcej, dużo ciekawiej można na ten temat powiedzieć. W tym filmie wszystkiego mamy się domyśleć ze zbliżeń twarzy zatroskanych dzieci. Ale albo robią to mało przekonywająco, albo ja jestem mało domyślna, bo do mnie ta konwencja nie przemówiła.

A na święta zjechała już królowa matka z rodziną. Mówi Springerem, chociaż nie czytała jego Wanny z kolumnadą. Ja, jak jadę przez Polskę, wściekam się, że tak piękną kiedyś krainę bezrozumnie zasrano betonem, ale w Warszawie brzydoty aż takiej nie widzę. A ona mówi, że oczy bolą. Może ma rację?


Chociaż Lądek też pikny nie jest.

Nie uwierzyła mi też, że nie ma u nas dzieci. Ale jak poszła na plac zabaw w Ogrodzie Saskim to jej mina trochę zrzedła. Stojące obok matki mówiły po rosyjsku, a na sąsiednich ławkach siedzieli ludzie, z których rozmów jasno wynikało, że tak jak i ona, przyjechali tu tylko na święta.

Tylko czy te emigranckie dzieci, to pierwszy, czy drugi sort? Bo to nie jest dla mnie jasne, a wykładni brak.