408

Z powodu wrodzonej nadodpowiedzialności, nie robię na drutach, mało czytam i o siebie nie dbam. W zamian gonię króliczka, robiąc nikomu niepotrzebną robotę, tylko dlatego że się jej podjęłam (a raczej dałam się w nią wrobić). 

A tymczasem był Bojar:

i ocieplił właz do piwnicy. Zrobił powietrzną poduszkę, na razie wystarcza, jak przyjdą mrozy można tę przestrzeń czymś jeszcze wypełnić.

Do rozwiązania pozostaje problem wilgoci w piwnicy, boję się że ta wodoodporna sklejka też w końcu zacznie butwieć. Bojar namawia mnie na kupienie urządzenia, które „zbiera” wodę. Podobno wystarczy pamiętać, by raz na jakiś czas to uruchamiać i po problemie.

Ocieplił też wejście na strych

robiąc „namiocik”


Natomiast porażką zakończyła się akcja z dachem – z przodu jest ładnie, ale tu było tylko trochę mchu. Natomiast z tyłu, mimo pryskania, dalej jest gęstwina. Na wiosnę można poszukać czegoś mocniejszego. Pytanie czy warto – nawet gugiel nie wie, czy mech na dachu to coś złego.

Tej jesieni sama porządkuje ogród i z nadzieją myślę o zapowiadanych wichurach. Chciałabym by wreszcie pospadały liście. W tym tygodniu zgrabiłam koło bramy. Było tak:

jest tak:

Ale za domem, gdzie było dokładnie wygrabione, po tygodniu jest tak:

 

W każdym razie mogę być dumna z tego ile udało mi się zgrabić w ciągu tych dwóch tygodni:

A tymczasem podczas gdy ja walczę z ogrodem, moje kochane kolejowe misie dostały pieniądze na kolejne remonty. Teraz to dopiero będzie horror. To co się działo przez ostatnie 10 lat, to były tylko odpryski z trwającej modernizacji sąsiednich linii. Teraz na cztery lata – a więc dokładnie tyle ile jeszcze mam do emerytury – cały ruch na linii grodziskiej mają zamiar puszczać po jednym torze. A wszystko to po to, by mogły kupić pociągi, które będą mogły pędzić 120 km/h (to, że na tak krótkich odcinkach jest to nie możliwe wytkną im dopiero po przeprowadzeniu przetargu). Będą też remontować przystanki. Z tej transzy też remontowali i peron po remoncie wygląda tak:

 

Marzy mi się, że jak zaczną ten remont i pociągi znów będą godzinami stały „pod semaforem”, to uwięzieni w nich ludzie pójdą z siekierami na te ekrany ….

Byłam na ostatnim Bondzie. Był to mój pierwszy Bond w kinie (i chyba ostatni)

 

Tak naprawdę nie jest to Bond, tylko parodia Bonda. Więc momentami jest nawet śmiesznie. Ale w tym wszystkim nie ma tego klimaciku co dawniej … i piosenka nie wpada w ucho, jak tamte … i Craig tez nie tak przystojny, jak poprzednicy. Słowem nie wiem po co dałam się namówić na pójście do kina, akurat na ten film. I to wtedy, gdy tak mało mam czasu dla siebie. 

No i dalej chodzę w zrobionych przez siebie rzeczach. w tym tygodniu bawełniana kamizelka w nieśmiertelnym,. latami przeze mnie noszonym komplecie, czyli w parze z kupionym kiedyś w C&A fioletowym kardiganie.