420

Po urlopie miało być inaczej, a jest tak samo, czyli po tygodniu już nie pamiętam, że na nim byłam.

Z jednej strony mam świadomość, że powinnam się cieszyć, że mam pracę. Dostałam pismo z ZUS – albo tylko ja je dostałam, albo ci którzy gardłują za wcześniejszymi emeryturami, nie potrafią czytać ze zrozumieniem. Za to co mi wstępnie proponują, przeżyć się nie da.  

Z drugiej to nie może być tak, że w tygodniu praca wysysa ze mnie całą energię. Tak, że jak po pracy jeszcze gdzieś pójdę, to już nie mam siły na pociąg i nocuję u mamy. A w weekend jak już oporządzę siebie i dom, też na niewiele starcza mi sił. A jeszcze teraz „za karę”, że byłam na urlopie aby się wyrobić musiałam wziąć robotę do domu. 

W dodatku jak w tygodniu pomieszkuje u mamy, to w weekend tęsknię za domem (może za robotą w domu już nie, ale też źle się czuję jak go zapuszczam i o nim zapominam). Tymczasem w weekendy Warszawa jest cudownym miastem, w którym tyle się dzieje, że nogi same niosą. W tym tygodniu po Szarotkach ciągnąc swoją walizeczkę:

poszłam na koncert finałowy Festiwalu Singera:  przez 1,5 godziny Matisyahu grał na Placu Grzybowskim swoje żydowskie reggae.

Było bosko – ciepło, wakacyjnie i beztrosko. W ten nastrój wpasował się zmieniający kolory Pałac Kultury (nie wiem czy z tego powodu, może na Placu Defilad też się coś działo).

 

Odbyło się pierwsze spotkanie grupy założycielskiej dyskusyjnego klubu książki. Cztery baby, tak obfita kolacja, że upadł pomysł Joanny by jeszcze zamówić deser. Gabrysia wpadła na świetny pomysł na nazwę: Kolacyjny Klub Dyskusyjny. Pierwsze spotkanie 15 września.

A czasu tak mało, to szkoda go na złe filmy. A Pan Turner do dobrych nie należał.


Z drugiej strony sala była pełna i na koniec klaskali, więc może to ja nie miałam nastroju na ten film. 

Opowieść o Turnerze, poznajemy go gdy jest już mężczyzną po przejściach, nie mieszka z żoną, nie interesują go dorosłe córki, ma ugruntowaną pozycję zawodową i malarstwo przesłania mu wszystko (nawet jak spojrzy na służącą, to na moment, po chwili zapina rozporek i dalej oddaje się sztuce). Film o malarzu, który nie tylko nie urzeka obrazem, ale epatuje brzydotą. Ja wiem, że w czasach w których żył tempo życia było inne, ale nakręcony współcześnie film tego akurat nie musi wiernie odwzorowywać.

Idąc do fryzjera nieoczekiwanie natknęłam się na Puławskiej (przed Madalińskiego) na fajny sklep:


Niesamowity wybór wszystkiego co tylko ma coś z tym wspólnego – ja kupiłam sobie ozdobne agrafki.

W ramach porządkowania domu po urlopie zabrałam się za kwiaty. Nie znalazłam w domu ostrej piły, więc zamiast od jukki, zaczęłam od draceny, miała znacznie cieńszy pień, a i tak ledwo dałem radę go pokroić. Kupiłam, ukorzeniacz, keramzyt (ten ostatni wydawał mi się za gruby, więc połowę rozbiłam tłuczkiem) i zrobiłam na wszystkie sposoby, zgodnie z tym co mi radzono w komentarzach pod ostatnim wpisem.


Teraz czekam na nagrodę – nie wiem tylko czy chcę by się udało w 100%, bo co ja zrobię z taka ilością dracen?

Jak już byłam w ogrodniczym, kupiłam geranium i stefanotis (na zdjęciu, na pierwszym miejscu, jeszcze jeden z ostatnich moich nabytków, kaktusowate coś, które cały czas rozsiewa kolejne kaktusiątka).

Ale jak poczytałam w guglu o wymaganiach jakie ma stefanek, to pewnie długo ze mną nie pobędzie.

Wszystkie moje kwiaty dalej na tarasie pławią się w słońcu. Ale okazało się, że to lato moim kaktusom dobrze nie zrobiło – dostały brązowych plam, a to podobno objawy poparzenia słonecznego.


z poradnika wk …. konsumentki 

Kolejna zmiana na gorsze, dużo gorsze. Chodzi o repertuar. kin Gazeta Wyborcza już go na stronie cjg.gazeta … ale już nie prowadzi. Filmweb niby prowadzi, ale nie wyświetla wszystkich filmów (np. we wtorek Turnera nie było). Multipleksy mają zbiorczą stronę, ale tylko z tym co same oferują. Była kiedyś strona z kinami studyjnymi, ale „siadła”. Nie kupuje papierowego wydania GW, a w wersji kindlowej nie ma w piątek tygodniowego repertuaru (a może jak nie ma w sieci, to nie ma i na papierze?) Ja jeszcze znajdę, chodząc po stronach kin. Ale też, chociaż jestem z założenia cyfrowa – byłam kiedyś na mieście, weszłam do empiku by zobaczyć co grają w mieście, a tu klops. Nie poszłam do kina, bo w najbliższym do którego dotarłam, nic ciekawego nie było.

Ale co mają zrobić osoby które nie mają dostępu do netu (znam takie, większość osób po 75 roku się już nie załapało). Znów ich z czegoś wykluczono.