W tym tygodniu miałam bardzo dużo pracy, więc zważywszy na upały, sił mi starczyło na niewiele.
babcia trendsetterka
Udało mi się kupić sandały. Byłam tak zdeterminowana, że rozglądałam się i po półkach „dziecięcych”. Dzięki temu upolowałam cudownie wygodne Timberlandy, a że na przecenie, to i w bardzo rozsądnej cenie.

Do Brwi przyjechał Moniek, poszłyśmy na zakupy i dowiedziałam się, że trzeba kupować kosmetyki Farmony bo są cudowne, a w dodatku polskie i eko.

Przy okazji kupiłam kapalutek

(wstążka dokupiona w fabrycznym sklepie Milanówka, który pojechałam pokazać Mońkowi).
Zanabyłam też szlifierkę do skórek. Do tej pory to dla tego urządzenia chodziłam do kosmetyczki. Teraz jeszcze muszę się nauczyć to obsługiwać. Po ostatniej wizycie w salonie, mam wyżłobione rowki w paznokciach – więc większej krzywdy już chyba sobie nie zrobię. A cały zestaw (są i przystawki do manicuru) kosztował mniej niż jeden zabieg.

Najnowszy Woody Allen nie powala:

Dwa lata temu, jak Woody Allen przestał kręcić foldery reklamowe o Londynie, Barcelonie czy Paryżu i powrócił do Ameryki, nakręcił arcydzieło: Blue Jasmine.
Akcja filmu: Nieracjonalny mężczyzna też toczy się w Ameryce, ale w niczym Blue Jasmine nie przypomina. Przyciężkawy gniot. Intryga przypomina jego film sprzed 10 lat. Wszystko gra, w powietrzu unosi się duch Dostojewskiego.
I chyba czas się pogodzić, że może już nie zobaczymy dobrych filmów Woody Allena.
Kolejny film nie wiele lepszy.

Pięć lat po śmierci, kiedy żyją jeszcze wszyscy uczestnicy wydarzeń można nakręcić co najwyżej panegiryk. Reżyser tego dokumentu panegiryku kręcić nie chciał, biografii nie mógł – bo prawdopodobnie nie wypłacił by się w sądzie, I zamiast zrezygnować z tematu, nakręcił bardzo taki sobie reportaź.