Główne wydarzenie tygodnia to Warszawskie Targi Książki.

W dużym stopniu poszłam, bo przyjechała z Irlandii Kasia.Eire. Sama chyba nie lubię tej formuły. Autografów nie zbieram, a książki jak nie w necie, to wolę kupować w księgarni.
Ale jak przyjechała Kaśka, to nie tylko targi ale i spotkania z blogerami (z tym, ze chociaż było miło, czułam się tam outsiderem).
Na swoje nieszczęście, ponieważ musiała na jeden dzień pojechać do Koszalina, poprosiła mnie bym wcześniej kupiła jej bilety, a PKP potraktowało ją tak, jakby była mną.
Czyli miała bilet:

był taki pociąg wg. internetowej informacji pkp

wiedziała o nim pani w informacji kolejowej (po przygodzie jaką miała gdy jechała w tamtą stronę, o której za chwilę też opowiem) wolała się upewnić,
tylko pociągu nie było:

bo (jak to widać na odręcznej adnotacji kasjerki) odjechał dwie godziny wcześniej.
Wróciła do Wwy następnego dnia, ekspresem (kolejny raz się potwierdza, że jedyne pociągi, które jeszcze w miarę jeżdżą to pendolino i intercity). Ale zgodnie z jej zeznaniem, pan konduktor nie wyglądał tak jak na plakacie:

tylko był niedomyty, „wczorajszy” i cuchnęło od niego tanim tytoniem.
A ta przygoda jak jechała do Koszalina była taka: Na Centralnym byłyśmy 15 minut wcześniej. Nie było informacji o pociągu (ten co był, miał inny numer i trochę inną godzinę odjazdu niż na bilecie), więc zapytałyśmy konduktora na jakim staje peronie. A on powiedział, że na żadnym, bo odjeżdża ze Wschodniego i na Centralnym nie staje. Kaśka przerażona zapytała, co ma w tej sytuacji zrobić, pan konduktor zaproponował jej podwiezienie na Wschodni (w tym kierunku odjeżdżał właśnie jeden pociąg), pobiegła, ledwo zdążyła przebiec na właściwy peron, po to by za chwilę później … stanąć na Centralnym.
Jeżeli chodzi o kino, to chyba gorzej nie mogłam trafić

Kolejny film z tezą, że życie zaczyna się po 80-ce. Usiłują nas o tym przekonać plejada gwiazd. Ale nawet na bajkę – bo chyba więcej prawdy o współczesnym świecie mówi wchodzący właśnie na ekrany Mad Max, trzeba mieć pomysł. Już dawno nie pamiętam, bym aż tak męczyła się w kinie. Ledwo dotrwałam do końca.