Wróciłam.

Spojrzałam do lustra i uznałam, ze jednak zdrowsze jest jeżdżenie z samymi babami. Ile by ich nie było, jedno jest pewne, wszystkie będą na diecie. A tak, to jeden rodzynek wystarczył, by w domu było cały czas dużo jedzenia i jeszcze więcej słodyczy. Efekt tego, przynajmniej w moim przypadku, jest bardzo „widoczny”.
Wybyczyłam się. W dzień basen:

Wieczorem Scrabble, a w międzyczasie druty:

Tyle, że na koniec podjęłam decyzję o rzuceniu tego co zrobiłam w kąt. Przez chwilę zastanawiałam się jeszcze nad nazwą: Żygaczek, Womitek, Gó …nko?

Ale na koniec uznałam, że to jest tak kolorystycznie paskudne, że nawet na nazwę nie zasługuje.
I tak w pierwszym kwartale tego roku, liczba skończonych robótek wynosi zero. A była to pora roku gdy – przynajmniej teoretycznie – miałam na to czas. Teraz za chwilę zacznie się wiosenna krzątanina wokół domu, ogród, itp. W związku z moim „tętnem sportowca” mam mieć w tym miesiącu Holtera. Szkoda, że nie ma takiego urządzenia, które pokazałoby, na co poświęca się czas. Ciekawi mnie, co ja z tym czasem robię, że nawet jak nie idę do pracy, to gdzieś się przede mną chowa i ledwie wstanę, jest już wieczór.
Na wyjeździe brzęczał mi w uchu kolejny audiobook, Przez ciemne zwierciadło.

Kalifornia, lata 90-te ubiegłego stulecia. Przygnębiająco prawdziwa opowieść o narkomanach. Bez uciekania się w heroizm, czy romantyzm, smród, bród i beznadzieja. Autor wiedział o czym pisał, bo sam miał z tym problem.
Mój problem z tą książką jest taki, że ani przez chwilę nie zaciekawił mnie główny wątek: opowieść o policjancie, który rozpracowując środowisko narkomanów, powoli staje się jednym z nich. Nie rzuciłam w kąt, bo co się dzieje obok, dialogi sytuacje są warte tego by tego posłuchać.
Czytane jest to poprawne, bez jakichkolwiek prób interpretacji. Ani nie porywa, ani nie drażni.
Na marginesie
Zastanawiam się, co zrobić z komentarzem pod moim ostatnim wpisem. Z jednej strony, rozsądniejsze jest spuszczenie zasłony milczenia Bo co można odpowiedzieć na pretensję autora, że jego książkę uznałam jedynie za przyjemną w czytaniu, podczas gdy należało wyrazić zachwyt i to na klęczkach. Z drugiej strony, przebija z tego komentarza pogarda „wielkiego autora” dla „maluczkiego blogera” i korci mnie by mu napisać, by zszedł na ziemię. Od tego, że przeprowadza wywiady z mądrymi, ciekawymi kobietami, nie stanie się tak samo mądry i ciekawy. Jest chłopcem i warto by znał swoje ograniczenia.