457

Robiąc za balast dokładający się do benzyny i mieszkania:

znów jestem w Kaprun.

Ale zanim się tu znalazłam spędziłam jeden dzień w czeskim Krumlovie. Miasto jak z bajki, dziwię się że tak mało popularne jest to miejsce w Polsce (nie słyszałam o wycieczkach do Krumlova). Niezniszczone średniowieczne miasteczko w zakolach malowniczo wijącej się w tym miejscu Wełtawy. 


  Nad miastem króluje ogromny zamek

Ale niestety o tej porze roku można jedynie zwiedzić muzeum i wejść na wieżę, zwiedzanie komnat jest możliwe dopiero od kwietnia.

W Czechach przaśniej niż u nas, ale też i bez zadęcia. W knajpach się normalnie pali, a w tej w której byliśmy w jednej z sal zgromadzono pamiątki z poprzedniej epoki i nikt nie uważał tego za propagowanie komunizmu.

 

Sweter Pani Ani (SPA) zostawiłam w domu, na wyjazd z szafki wyciągnęłam rzucony jakiś czas temu w kąt Color Affection. Nazwałam go Buras:

 

Spojrzałam na moje szaro-czarno-bure zapasy wełny i zapragnęłam koloru. Dobrze że SPA jest mniej bury.

Zanim wyjechałam byłam w kinie na Grze tajemnic


Poszłam dla tematu – złamanie kodu Enigmy oraz dla Benedicta Cumberbatch’a.

Nie szłam na arcydzieło, ale na sprawnie zrobiony film w modnej obecnie konwencji: luźna adaptacja autentycznej historii. Tym razem o tym jak złamano kod Enigmy, o Polakach są dwa zdania. Z filmu wynika, że przetarliśmy jedynie szlak zdobywając jeden z egzemplarzy i łamiąc wcześniej stosowany, mniej skomplikowany kod. Równolegle z tym jak łamano kod Enigmy, obserwujemy jak złamano po wojnie autora tego sukcesu, Miał pecha, był homoseksualistą. W tamtych czasach jeżeli nie poprzestawało się na fantazjach, było to przestępstwem. 

Słowem ciekawa historia, sprawnie zrobiony film, ale bez rewelacji.

 

Byłam też na spotkaniu z Remigiuszem Grzelą.


Książkę przeczytałam, niebawem napiszę o niej kilka zdań. A spotkanie miłe. Sporo ludzi przyszło. 

 

Mam też „przeczytany” kolejny audiobook.


Hm. Był czas w moim życiu na Lema, ale zatrzymałam się wtedy na Zajdlu i do niego nie doszłam. A teraz jest już na niego za późno. I o ile bajeczki Kołakowskiego pewnie przeczytałabym z dużą przyjemnością, to z Lema, przynajmniej takiego, wyrosłam (na pytanie czy jest inny Lem, nie znam odpowiedzi).