463Przeczytane

Genialni. Lwowska Szkoła Matematyczna Mariusz Urbanek

Na dzień dobry w kilku zdaniach poznajemy głównych bohaterów tej opowieści:

STE­FAN BA­NACH był nieślub­nym dziec­kiem nie­piśmien­nej służącej i re­kru­ta c.k. ar­mii, wy­cho­wan­kiem pracz­ki. Zo­stał pro­fe­so­rem, choć za­li­czył tyl­ko dwa lata stu­diów. Nie przej­mo­wał się kon­we­nan­sa­mi, pa­sjo­no­wał ple­bejską piłką nożną, wy­da­wał więcej, niż za­ra­biał. Za kołnierz nie wy­le­wał, od uni­wer­sy­tec­kiej ka­te­dry wolał dwor­co­wy bar, a niektórzy uważali go wręcz za al­ko­ho­li­ka.

HUGO STE­IN­HAUS, je­dy­ny syn zamożnego dy­rek­to­ra to­wa­rzy­stwa Kre­dy­to­we­go, kształcony w Ge­tyn­dze, w PRL w ru­bry­ce po­cho­dze­nie pisał „ary­sto­kra­cja plus burżuazja”. Nie pił i nie lubił, kie­dy inni pili. Z kra­wa­tem się nie roz­sta­wał, w ra­chun­kach był więcej niż skru­pu­lat­ny. Języ­ko­wy pu­ry­sta, uważał, że słowo „pro­blem” nie ist­nie­je, są wyłącznie „pro­blematy”. A dok­to­ran­to­wi, który, przed­sta­wiając się, podał na­zwi­sko przed imie­niem, gotów był złamać ka­rierę.

STA­NISŁAW ULAM miał zo­stać ad­wo­ka­tem jak oj­ciec albo ar­chi­tek­tem jak dzia­dek. Ale wolał pa­trzeć w gwiaz­dy i czy­tać fan­ta­stycz­no-na­uko­we po­wieści Ju­liu­sza Ver­ne’a. Był chodzącym w chmu­rach ma­rzy­cie­lem, któremu przyszło bu­do­wać w Los Ala­mos bom­by ato­mo­we zrzu­co­ne na Hi­ro­szimę i Na­ga­sa­ki. A po­tem roz­począł pra­ce nad skon­stru­owa­niem jesz­cze strasz­niej­szej bom­by wo­do­ro­wej, którą chciał za­pew­nić świa­tu pokój.

STA­NISŁAW MA­ZUR, po­to­mek sta­tecz­ne­go właści­cie­la cu­kier­ni, był ko­mu­nistą, który wie­rzył, że ko­mu­nizm to naj­lep­szy na świe­cie ustrój, ale nie chciał ko­rzy­stać z przy­wi­lejów, ja­kie mu ofe­ro­wał. Słynął z po­czu­cia hu­mo­ru, błyska­wicz­ne­go re­flek­su i niechęci do pu­bli­ko­wa­nia na­wet naj­bar­dziej od­kryw­czych prac. Poza tym szyb­ko się nu­dził i nie ra­dził so­bie na­wet z pro­sty­mi ra­chun­ka­mi pod­czas za­kupów w kio­sku Ru­chu.ale na koniec wylądowałam na kilkudniowym zwolnieniu.

Taka charakterystyka zaciekawia – i potem z przyjemnością dalej czytałam 

Tyle, że jest to bardziej szkic niż opowieść o lwoskiej szkole matematycznej. Ciekawie napisane, ale na to co było do opisania, przeznaczone zostało zbyt mało powierzchni. Stąd skróty, niedopowiedzenia i ogólne wrażenie niedosytu. Brakowało mi w tej opowieści kobiet (partnerek naszych bohaterów) i matematyki. 

 

Pani Tomaszowa Mann Inge Jens

 

Jak na biografię, książka jest zbyt dyskretna. O tym jak znosiła biseksualizm męża jedno zdanie. Niewiele więcej o kłopotach z  z dorosłymi dziećmi tylko tyle, że były, ale na czym polegały, nie jest już wyjaśnione. Podane są często fakty, które aż się proszą o próbę wyjaśnienia – np. nie pojechała na pogrzeb dziecka, tylko dalej towarzyszyła mężowi w objazdowych odczytach.  Trzy lata przed nią umarło kolejne jej dziecko – nikt jej o tym nie powiedział, ale tona nie pytała, skoro dało się to przed nią ukryć.

Słowem już wiem, że postać ciekawa, ale poszukam pełniejszej biografii. 

Rozczulił mnie fragment o tym jak jest zdaniem, była szykanowana przez szwajcarską policję, która miała dosyć osiemdziesięcioletniej staruszki w roli  pirata drogowego

Spór ze szwajcarską policją, która w końcu przestała przyglądać się w milczeniu nieustannym wykroczeniom osiemdziesięcioletniej pani przeciwko wykroczeniom drogowym. Lecz mimo to odebranie jej prawa jazdy urosło do rangi akcji państwowej, której przebieg doprowadzał do szału panią Tomaszową Mann: „miejscowy policjant kantonalny, niejaki Shmittlin (…) żąda wydania absolutnego wydania zakazu prowadzenia samochodu przeze mnie samochodu i sporządził tak ewidentnie kłamliwy raport na temat mojej (złej?) jazdy, przeciwko mnie, że muszę teraz się poddać całemu szeregowi się badań, od wyniku których zależy pozostawienie mi prawa jazdy. A wszystko to z powodu niewinnej kolizji! To naprawdę obrzydliwe.

 

W pogoni za sztuką Edward Dolnick

 

Opowieść o tym, jak dzielny policjant Scotland Yardu odzyskał skradziony z muzeum obraz Mucha Krzyk. Sztuką jest tak nudnie opowiedzieć tak ciekawą historię. Podziwiam siebie, że dobrnęłam do końca.