Dwa tygodnie komory kriogenicznej oznacza, że do ośmiu godzin pracy (+ dojazdy) dochodzą kolejne 2 godziny na krio (w komorze spędza się wprawdzie tylko 2-3 minuty, ale też tam trzeba dojechać, a potem jest rehabilitacja).
Teraz do tych dwóch tygodni ten tydzień muszę poświęcić na „nadrabianie zaległości”.
W weekend byłam wyjechana.

Wiosna.
Zapachu jeszcze nie ma, ale to słońce nie ma nic wspólnego z zimą.
Graliśmy w brydża, pokazałam Sweterek Pani Ani, przymierzyłam po obwodzie, „brakowało” mu 20 cm, zostało ustalone, że aż tak się nie rozciągnie i zapadła decyzja o pruciu.

Zaczęłam wątpić w to czy dobrze zrobiłam próbkę, ale po spruciu tyłu Joannę coś tknęło i odechciało się jej prucia. mnie z kolei zaczynanie od nowo szło jak po grudzie i na koniec dowiozłam sweter do domu. Wyprałam:

i sam z siebie wyciągnął się o te brakujące 20 cm, gdyby chciała go naciągnąć – można byłoby i więcej.
Słowem warto wierzyć w zrobione przez siebie próbki.
Za chwilę wrócę do swetra. ale teraz muszę powrócić do robienia czapek. Wszystkie zgubiłam (to przez to, że jest tak ciepło, po zdjęciu czapki nie jest mi zimno i to, że ją zgubiłam, uświadamiam sobie dopiero w domu). Tymczasem w marcu znowu jadę w Alpy, więc coś na łeb mieć muszę.
W tym tygodniu nawet na Scope50 nie miałam za bardzo czasu. Obejrzałam tylko jeden film – niestety kiepski (a nie wyglądał na taki)

Postanowiłam nie dać się i obejrzeć do końca. Dotrwałam tylko dlatego, że wzięłam do rąk robótkę na drutach. Po obejrzeniu 7 filmów, w moim rankingu film jest wyprzedził Out of Nature i zajmuje pierwsze miejsce od końca. Wykłady o architekturze na przemian z widokami szwajcarskich Alp, na tle których czwórka aktorów (małżeństwo oraz poznane w miejscowości do której przyjechali rodzeństwo) z kamiennymi twarzami wygłasza górnolotne zdania. Nie wyłapałam o co w tym chodzi.
Mam pomysł na Oscara – zamiast wybierać pomiędzy Idą a Lewiatanem, wskażą Dzikie Historie.