502

Jak coś się nie układa, warto pamiętać o fraszce Sztaudyngera, że nawet jak się jest na dnie, zawsze znajdzie się ktoś kto zapuka od dołu. Narzekałam, chociaż na żadnym dnie nie byłam to i mam za swoje, to co się dzieje z frankiem, w świetle tego że parę lat temu wzięłam kredyt na mieszkanie nie cieszy.

Paradoksalnie, stało się to gdy zaczął mi się poprawiać humor. A wszystko zaczęło się od tego maila:

Z przyjemnością informuje, że zostali Państwo wybrani do udziału w projekcie Scope50. Po dokonaniu rejestracji, będą Państwo mogli zacząć niezwłocznie oglądać 10 filmy na przygotowanej przez nas platformie VOD. Umieściliśmy na niej także zwiastuny i opisy filmów, aby je Państwu przedstawić.  Filmy będą dostępne do 28 lutego 2015 roku (…).

 

Na początek wybrałam film, na który nigdy nie poszłabym do kina, bo pachniał horrorem. Zupełnie nie potrzebnie nastroszyłam się jak pies do jeża – zamiast horroru obejrzałam  thriller rodzinny.

 

Wakacje, ładna dacza na malowniczej austriackiej wsi. Plan jest taki, że bliźniaki (ok. 12 lat) zajmą się sobą, a ich matka dojdzie do siebie po przebytej operacji twarzy. Ale z zabandażowaną twarzą jest kimś obcym, a sposób w jaki usiłuje sobie wywalczyć upragniony spokój, tylko eskaluje napięcie pomiędzy nimi.

Bardzo mocną stroną tego filmu są przepiękne zdjęcia (niestety, na laptopie mogłam się tylko domyślać, jak fajnie byłoby to oglądać w kinie). Świetna jest też gra tych dzieciaków – w zasadzie prawie cały czas są na ekranie (czasami jest jeszcze matka, sceny z innymi osobami można policzyć na palach jednej ręki).

W zasadzie najsłabsza jest fabuła. Jak na film psychologiczny, za dużo niedomówień. W każdym razie przeszkadzało mi to, że od początku do końca wszystko obserwuje się od strony chłopców – dlaczego ta matka się tak zachowuje, do końca nie wiadomo, wypowiada jedno zdanie i też nie wiele ono tłumaczy. Z kolei nie jest to też horror – ani razu nie musiałam zamknąć oczu. Typowe dla tego typu filmów rozwiązania pojawiają się tylko w fantazjach (snach?) tych dzieciaków, ale jak to w snach, bez muzyki, nastroju grozy, nie budzą lęku.

 

Odbyły się moje zaległe urodziny – miały być wróżby, ale ciotki za szybko wyszły,  … ostatnie tuż po 22.

Było dużo jedzenia:


Snucia anegdot:

Staśka przyszła z psem


A ja dostałam parę fajnych prezentów, w tym kolejny kapelutek:

 

Mam już kupioną w Zagrodzie Marty wełnę na Sweter Pani Ani.


Co mi wyjdzie zobaczę. Ale tym razem nie tylko zrobiłam próbkę, ale ją i wyprałam.

 

Ostatnie „wzmożenie” drutowe zaowocowało odsłuchaniem kolejnego audiobooka.


Dzienniki Mrożka, są o Mrożku i tylko o Mrożku. Strasznie marudzi, nie ma nawet przebłysku humoru z jego opowiadań czy dramatów. Audiobook zawiera tylko fragmenty jego dzienników, można założyć, że te ciekawsze. Gdyby nie czytał tego Gosztyła, to bym chyba nie dała rady.

A tymczasem skacząc po stronach natknęłam się na Garland Sweter (wolę w wersji poncza, niż w przeróbce na sweter). Opis jak to zrobić jest tutaj.

Cudo. Uwag, że jestem gruba i niska, więc to nie dla mnie, nie przyjmuję.