512

Ukruszyła mi się ósemka, pani dentystka zajrzała do środka i powiedziała: wyrywamy.

Ale tego dnia, gdy przyszłam na wyrwanie zęba, stało się coś dziwnego, nie chciało na mnie zadziałać znieczulenie, – mimo kolejnych dawek nie chciał zdrętwieć język. Ponieważ nic na siłę, powiedziałam, że przyjdę za tydzień.

Za tydzień jeszcze mnie trochę po tamtych zastrzykach bolało dziąsło, więc zamiast rwania, poprosiłam o wymianę plomby.

I coś się stało. Jak wyszłam od dentysty wszystko jeszcze było ok.

A potem klik: zatrzasnęła mi się szczęka.

I zaczynam tak czwarty tydzień. Początkowo każdy ruch  żuchwą powodował ból (nie schudłam, bo są lody, które pochłaniałam je w hurtowych ilościach). Teraz już nic mnie nie boli.

Ale co się zakliknęło, nie chce się odklikać.

 

W tym tygodniu pierwszy raz w życiu byłam na spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Książki.

Jak łatwo się domyśleć były same baby. Gadałyśmy o książce Etgara Kereta Siedem dobrych lat.


Zbiór nie tyle opowiadań, co bardzo krótkich form przypominających felietony. O współczesnym Izraelu, o tym co przydarza się żyjącemu w nim Etgarze Kerecie. Czas odmierzają kolejne urodziny syna (w pierwszym felietonie przychodzi na świat).

Nic odkrywczego, żadnej głębszej myśli w tym nie ma, ale miło się czyta. I do zadumy nad współczesnym światem skłania. Bo lekko i z humorem, ale o życiu na wulkanie.

Idzie zimno, skro Staśka zapowiedziała powrót z działki. Na razie przywiozła do mnie kajak. A razem z kajakiem przywiozła do  kilka swoich przetworów – np. śliwka z czekoladą, wiśnie z rozmarynem, konfitura z pigwy. Sama nie wiem, czekać do świat czy już teraz otworzyć. Na razie zrobiłam zdjęcie i patrzę: