514

dobra książka

Remigiusz Grzela  Wybór Ireny


Skwitowanie tagiem „dobra książka” to trochę mało. Trudno nie zgodzić się z autorem, że mało prawdopodobne, by kiedykolwiek jeszcze natrafił na równie fascynujący temat.

Opowieść o Irenie Gelblum – w  czasie wojny zasłynęła brawurową odwagą jako łączniczka ŻOB-u, potem brała udział w obu warszawskich powstaniach. Po wojnie, razem ze swoim ówczesnym partnerem Kazikiem Ratajzerem, była w Grupie Mścicieli. Słowem już jej wojenny życiorys to materiał na niejeden film. Tymczasem jej powojenny los jest jeszcze bardziej „filmowy”. Przeistoczyła się w kogoś innego, zostając włoską poetką. Kilkakrotnie zmieniała daty urodzenia, w latach osiemdziesiątych mieszkająca w Szwajcarii córka nie zdaje sobie sprawy, że urodzona w 1939 roku Irena Conti, to jej matka. 

To była chyba ostatnia chwila napisać książkę o Irenie Gelblum. Wprawdzie Irena Conti bardzo skrupulatnie zniszczyła dowody jej istnienia, ciągle jeszcze żyli ludzie którzy o niej pamiętali. R. Grzela dotarł do nich w ostatniej chwili, i tak nie ze wszystkimi z którymi się umówił, zdążył się spotkać, wiele pytań prawdopodobnie na zawsze pozostanie bez odpowiedzi.

Temat niesamowity. I jak zawsze u Grzeli świetnie opisany. Dawno już mnie jakaś książka tak nie wciągnęła – dwa razy w tramwaju nie zauważyłam że czas wysiadać i przejechałam kilka przystanków.

Tak na marginesie, w książce przywołana jest wypowiedź córki Ireny:

Skończyłam osiemnaście lat, zakochałam się i powiedziałam, że nie jadę do Kanady. bo tutaj mam chłopaka. Nie miałam już ochoty na mieszkanie z matką albo ojcem, bo miałam żal. Nie robi się siedemnastoletniemu dziecku, że się je wywozi z kraju i mówi: A potem zobaczymy”. A później to się tak wszystko zmieniało i nie potrafiłam się odnaleźć, Ojciec założył drugą rodzinę. Z komunisty stał się żarliwym Żydem. Mama została katoliczką. Tonino (ojczym) ożenił się z koleżanką z pracy i miał z nią syna.

Mowa o marcu 1968. Ale ja zobaczyłam w tym syntezę dojrzewania w PRL-u nie tylko tego pokolenia. I chyba nie tylko w PRL-u.


Stacja Muranów Beata Chomątowska

 

Monografia warszawskiej dzielnicy mieszkaniowej, którą czyta się jak powieść – patrząc z boku, sztuką było napisanie ciekawej książki na taki temat. Autorce należą się za to słowa uznania.

Trudno mi ocenić tę książkę – wychowałam się na Muranowie, znam opisywane w tej książce bramy, górki, witryny przejścia między blokami. Dla mnie ta książka mogłaby być wiele grubsza (a do cienkich nie należy), bardzo wiele tematów nawet nie zostało zasygnalizowanych. 

Z tym, że chyba i tych co nie znają tej dzielnicy, może zaciekawić. Jest tak napisana, że wciąga: przypomina kalejdoskop, przeskakuje się z tematu na temat, tak że nie ma czasu na nudę. A dzielnica modna. Więc warto coś na jej temat wiedzieć.