517Przerwa

Coś się mocno dzisiaj blox krztusi … Po raz pierwszy boksuje się z nim aż tak zawzięcie.

Od kilku dni jestem w Londynie, córka w Stanach, a ja wspomagam zięcia, pełniąc dyżur przy wnuku Tyle, że nie sama – poprosiłam Ańćkę by mnie wspomogła. Że też ja wcześniej na to nie wpadłam! A jakby nawet w przyszłości Ańćka nie mogła, to ciotek do zabrania ze sobą na kolejne „dyżury” mam nawet spory zapas. Mogę mieć z tym co  najwyżej jeden problem – przejść z Ańćką jeszcze raz po Londynie ok, ale tak po kolei z każdą kolejną ciotką iść w te same miejsca, chyba bym nie dała rady.

Wnuk też zadowolony, zawsze co dwie babcie, to nie jedna:

14101308

Tym bardzie, że ta przyszywana babcia bardzo dobrze gotuje.

A ja, dzięki temu, że nie jestem sama, każdą wolną chwilę w ciągu dnia spędzam produktywnie, na włóczęgach po mieście – tu na spacerze wzdłuż kanału z Camden Town do Paddington, 

14101309

A czas płynie, w parku kręci go już nie piaskownica, ale jazda na linie:

14101307

W tzw. międzyczasie popełniłam kolejną czapkę z resztek;

I wróciłam do szala.

Widziałam na ludziu cudowny kardigan, cała jego ozdoba był szalowy kołnierz z wrobionym po środku warkoczem. Już nawet wełnę na taki sweter znalazłam. Niestety, nigdzie w sieci niczego, co by to przypominało, nie znalazłam. Za to szukając, natrafiłam na inne, mogące zainspirować druciane pomysły:

 

A po powrocie czeka mnie kolejna konsumencka batalia: w mieszkaniu synka, po wymianie liczników wody są jakieś horrendalne rachunki – niestety wg. wskazań liczników. Zastanawiam się jak to ugryźć. Bo jak pobiera się litr wody, licznik wykazuje pobór tego litra. A potem „po cichu” nie przerywa pracy, tylko nabija dalej nie litr, ale kolejne 100 litrów…