526

Babcia trendsetterka

Tym razem o babcinych stylizacjach

Nawet drobne drgnięcie wagowe w dół wystarczyło, by obudzić we mnie żywioł trendsettingu.

Natchnął mnie ten melonik, znaleziony w zwiezionych przez synka tobołkach:


Tak mi się ten kapelusik spodobał, że teraz szukam borsalino, homburga i jakiegoś tweedowego czapelutka.


Jestem z pokolenia, które jeszcze pamięta „tamte” materiały, więc jak wchodzę do sklepu ogrania mnie wielka żałość (w second-handach kupować nie umiem, inna sprawa, że coraz więcej osób mówi, ze ich czas minął). Ale są jeszcze druty, to dzięki nim „spasowałam” mój melonik. 


Miałam lepsze zdjęcie, ale chwilowo jest niedostępne – na tym nie widać, że mam pod spodem czarną kamizelkę i wystającą spod niej długą koszulę. Ale kapelusik-melonik widać i to jest najważniejsze!

Przemknęła mi też przez głowę myśl, czy czegoś takiego nie uszyć:

 

Z kamizelką nie wyszło i nie wiem czy wyjdzie, bo się przeliczyłam.

Ciasna okrutnie, dolny ściągacz „odstaje” a górne mi nie wychodzą (tzn. w tych co mi wychodzą, chodzić nie będę).

Dostałam na fejsie zdjęcie (więcej takich czapek tu).  Pomyślałam, że może odpuszczę sobie kamizelkę i pomyślę o zimowych czapkach. Przynajmniej wychodzą. 

Przez te kolejowe zawirowania niechętnie zostaję w Wwie, bo jak już zostanę, to nocuję u mamy. Kolej, jeżeli w ogóle chodzi, to tylko w godzinach szczytu. Grupa Łódź-Warszawa-Ciężka przeprawa jest cudowna, ale uczy pokory – ci co dojeżdżają z dalszych miejscowości mają dużo gorzej. Ale za chwilę będziemy ich gonić. Po prawie całkowity sparaliżowaniu linii łódzkiej, postanowiono rozebrać jeszcze tory kolejki WKD. Do tej pory, jak była awaria na linii skierniewickiej, za cenę 30 minut marszu do stacji, była możliwość dojechania WKD. Ale widocznie trzeba było rozstrzygnąć przetarg na remont jeszcze przed wyborami samorządowymi. 

Byłam na najnowszym Allenie


Milutka komedia romantyczna. O niczym, ale takie filmy na tym polegają. Rozczarowuje Colin Firth – chyba nie zauważył, że przestał grać króla Anglii. Piękne widoki, wnętrza, stroje. I to by było na tyle.

Już drugi tydzień z rzędu przyjeżdżają do mnie na weekend dzieci z psem.


Synek gotuje, ja jem, trochę to w poprzek moich planów. Ale pies przemiły.