527

Skończyłam Adamas Shawl. Patrząc na ten szal myślę, że ta wełna zasługiwała na coś lepszego. Mając przymus robienia na wyjeździe (zapomniałam o wełnie na szal kupionej u Marty w Zagrodzie), pobiegłam do Tup-tupa i kupiłam Malabrigo, które do tanich nie należy.

Nazwałam go Frakodygo (od fraka i indygo). Zdjęcie poniżej ilustruje o co mi chodzi – ten z tęczowego Kauni, można nosić jako szalik, a Frakodygo swoim kształtem nadaje się jedynie do zwiewnych toalet, których nie mam i nie noszę.


Wykorzystałam podpowiedź z komentarzy i dwa ostatnie rzędy zrobiłam na grubszych drutach, rzeczywiście blokuje się bez problemu.


Ząbki obramowania zastygają, tak jak się je o to szpilkami poprosiło.

Szal prezentuje się tak:

Wróciłam do kamizelki, może nawet ją w tym miesiącu skończę.


Pytanie, czy ją po skończeniu  założę – miała być L, wyszła XS. Wprawdzie dalej trzymam dietę, ale nie planuję dojścia do rozmiaru zero.

Jeżeli siejący defetyzm i zwątpienie  ludzie są w błędzie i moja waga wcale nie zaniża, to już tylko kilogram dzieli mnie od prawidłowego BMI. Jedyna niewesoła refleksja to taka że jedynym sposobem na starczą przemianę materii, to zmiana diety: rezygnacja z cukru, chleba, kolacji. I to co mnie chyba najbardziej zabolało, ograniczenia owoców na rzecz warzyw.  Nie ma co liczyć na wysiłek fizyczny: spacerując przez godzinę  z psem spala się  225 kcal, ćwicząc jogę 255. Na mam takiej kondycji, by przez godzinę biegać z prędkością 10 km/h – po 5 minutach dostaję „sapki”. 

 

Na fejsie zostałam przyjęta do grupy Łódź-Warszawa Ciężka Przeprawa (o istnieniu tej grupy dowiedziałam się z prasy). Podpisałam petycję i trzymam za nich (za nas?) kciuki. Tyle, że nie ma szans na jakąkolwiek zmianę. Gdy zaczęło być głośno o tym co wyrabiają, w pierwszej chwili chyba się przerazili i coś drgnęło – zaczęli przynajmniej informować o opóźnieniach. Ale gdy okazało się, że są tak mocno przyspawani do stołków, że nie straszna im żadna prasowa awantura, dali sobie spokój. 

Ciekawe co będzie w grudniu, gdy ruszy Pedolino. Zapowiedzieli dziennie 11 pociągów do Krakowa i z przyczyn wizerunkowych, przynajmniej na początku, będą chcieli by jeździło ono w miarę zgodnie z planem. Moim zdaniem nie ma na to szans – trwa remont torów (kolejny termin jego zakończenia to grudzień 2015) i oni cały czas zamiennie puszczają pociągi albo po magistrali, albo po torach podmiejskiej kolejki. Teraz jeździ 5 czy 6 Intercity dziennie, moim zdaniem nie udźwigną logistycznie dwukrotnie większej liczby pociągów. Inna sprawa, że przynajmniej teoretycznie, Intercity jedzie do Krakowa 3 godziny 7 minut. Pendolino ma jechać 2 godziny 27 minut. Nie wiem czy to było warte tych pieniędzy.