533

Najbardziej na drutach lubię robić trójkątne szale – najlepiej mi wychodzą (prostokątne nie są już tak wdzięczne w robocie, obramowanie potrafi się „zwijać” nawet po blokowaniu połączonym z prasowaniem, co upodabnia szal do zwiniętej, szalikowej ściereczki).

Z kolei w szafie, najbardziej chyba przydają się kardigany, zwłaszcza od kiedy przestała obowiązywać w pracy marynarka. Tyle, że jak dotąd tylko raz udało mi się wykończyć taki sweter tak, że nie miałam do tego najmniejszych zastrzeżeń.

Po środku są kamizelki. Też się przydają, a odkąd wszystko robi się „na okrągło” (czyli bez szwów), są stosunkowo  łatwe w wykańczaniu. W każdym razie, wszystko wskazuje na to, że dzierganą przeze mnie teraz kamizelkę nie tylko skończę, ale i będę w niej chodzić (no chyba, że bawełna się w praniu nie rozciągnie, wtedy oddam i ktoś szczuplejszy będzie się nią cieszył).

 

Na razie doszłam do wykroju pach i myślę: z podkrojem czy bez (przychylam się do tej pierwszej opcji). Gorzej z dekoltem. Wzór aż prosi się o „w szpic”, ale boję się, że wyjdzie tak, że za bardzo będzie się rzucać w oczy „ręczne wykonanie”.

Inna sprawa, że patrząc na to ile udało mi się zrobić podczas tygodniowego urlopu, duma mnie nie rozpiera. Zwłaszcza mając świadomość co w tym czasie robiła moja córka – w ciągu miesiąca nie wykonuję tylu ćwiczeń, co ona w ciągu jednego dnia.

 

dobra książka

Czytanie trudno zaliczyć do aktywnego wypoczynku. Ale wyszła kolejna powieść Chimamanda Ngozi Adichie, Amerykanaa, więc mialam pretekst by dbanie o kondycje przełożyć na kolejny poniedziałek.

Tym razem Nigeria – USA – Nigeria (w pobocznym wątku zahaczając o Anglię), a tytułowe Amerykanaa, to określenie ludzi, którzy po latach spędzonych w USA, wracają z powrotem do Nigerii.

Powieść Adichie składa się z wielu warstw. Bardzo dużo miejsca zajmuje w niej typowy wątek romansowy: tak jak w każdej powieści dla kucharek, w tej również przeżywamy z bohaterką jej kolejne miłości i związki, nakładające się na to jedno, drzemiące w tle i oczywiście jedyne prawdziwe  uczucie). Ale jak ładnie jest to napisane!

Poza tym kapitalny obraz współczesnej Nigerii (inna sprawa, że ten opis jest smutny i straszny). Bardzo ciekawie jest też przedstawiony problem bycia czarnym w USA. Książka to też i studium o rasizmie – główna bohaterka prowadzi blog, w którym popisując się swoją elokwencją, wypowiada się na związane z tym zagadnienia. 

Po książki z takim epickim rozmachem łatwiej sięga się na wakacjach. Ale warto przeczytać, nawet jak nie jedzie się na urlop.