537

Wracam do życia

Zawsze powtarzam, że nie ma ludzi zdrowych, są tylko źle zbadani. Gdybym zignorowała tę wysypkę i gorączkę, chorowałabym dwa tygodnie krócej. A tak, to mimo że wysypka znikła, a gorączka ustąpiła, dalej czułam się chora, bo jak inaczej można się czuć, gdy lekarze z troską w głosie mówią o złych badaniach i o konieczności wykrycia co mi jest. 

W każdym razie moja przygoda z medycyną tylko utwierdziła mnie w moich przekonaniach. Kolejny raz przekonałam się, że  określanie dziesiątków biochemicznych parametrów, nie koniecznie przekłada się na diagnozę. Miałam szczęście, że nikt nie próbował mnie leczyć: koncerny farmaceutyczne na mnie nie zarobiły, a moja wątroba nie poniosła szkody. Co mi było nie wiadomo, postawiła mnie na nogi tajemnicza siła „psi” i tylko należy się z tego cieszyć.

No i nie wiedziałam, że tak dobrze działają przyszpitalne przychodnie.

Ale miesiąc życia w plecy. 

Z pamiętnika wk … konsumentki

Przyjechało drewno. Kupuję w tej firmie od lat, zawsze przywozili samochodem, który spokojnie wjeżdżał za dom. Teraz panowie kupili coś na kształt tira, ledwo zmieściło się toto w bramie. Kierowca usiłowało wjechać za dom, ale tylko rozorał mi cały trawnik. Na koniec zdesperowany zrzucił drewno gdzie popadnie – w dużym stopniu w mój ukochany bluszcz.

 

Nie rozumiem dlaczego kupują coraz większe samochody, gdy ludzie stawiają domy na coraz mniejszych działkach. 

To samo wcześniej było z szambiarkami. Myślę, że nie tylko ja zrobiłam kanalizację, jak tylko było to możliwe, bo miałam dosyć zniszczeń, jakie robiły coraz większe szambiarki. Dlaczego reakcją na kurczący się rynek usług, było kupowanie coraz większych aut, trudno zrozumieć.

Dobrze że już nie mam szamba. Miałam dwa. Do jednego była betonową klapa, ma około 50-lat i czas jej nie ruszył. Klapę do drugiego szamba ukradli złomiarze i została dorobiona z betonu XXI wieku. Po kilku latach wygląda on tak:

 

 

W ramach zbierania się do kupy, stwierdziłam że w nie można zamykać oczu na ponurą rzeczywistość i poszłam na Rękopisy nie płoną.

No i mam problem. Bo film jest słuszny, opowiada o tragicznych losach irańskich opozycjonistów, tyle że opowiada o tym w mało porywający sposób.

Opozycjonista pisze wspomnienia, w których ujawnia wiele niewygodnych dla władzy faktów. Przez moment jemu i jego kolegom, wydaje się, że dzięki tym wspomnieniom mogą podjąć negocjacje z władzą. Nie wiedzą, że służba bezpieczeństwa wie o każdym ich kroku. I to jak kończą się takie próby negocjacji, przynajmniej dla widzów, nie stanowi zaskoczenia.

Siłą tego filmu jest to, jak przedstawiona jest banalność zła. Oprawcy rozmawiają o chorym dziecku, kłopotach finansowych, budzą współczucie, mimo że widz ma świadomość że w bagażniku samochodu wiożą swoją ofiarę. Ten film jest też ciekawym dokumentem o Iranie. Ale nie przekonało mnie szantażowanie władzy sporządzonymi w kilku kopiach rękopisami, nie było w nich jakiś mega tajemnic. A też Iran to nie Korea Północna, jest tam możliwość umieszczenia pliku na niedostępnych dla władzy serwerach. 

Film oparty na prawdziwej historii, prawdopodobnie powodem tych prześladowań był nie rękopis, tylko urażone ego władzy, że nie jest kochana. A o tym, w tym filmie jest bardzo mało.