571

To oni! To ta dzielna pięcioosobowa drużyna remontuje tory na trasie Warszawa – Skierniewice. Koszt, tej zaplanowanej na lata 2009-2015 inwestycji to 2,2 mld. Malutko. Dobrze, że przynajmniej na jedną koparkę dla nich wysupłali.


Plany są takie, że inwestycja ma być przedłużona do 2022 roku – wtedy pewnie przekwalifikują brygadę budowlaną na brygadę remontową (nie wykluczone, że koparka zostanie ta sama) i biznes będzie się kręcił dalej. A w międzyczasie firma szwagra postawi na całej linii ekrany (złoty interes, bo te ekrany też potem będzie trzeba konserwować). 

Nie wiem dlaczego, ale wszystko co wiąże się z koleją jest powykręcane.

Na dworcu Warszawa Śródmieście jest już winda, ale aby z niej skorzystać trzeba zadzwonić po obsługę (oczywiście nie dzwonkiem, to by było za proste, tylko własną komórką). Zaparłam się, bo walizka była ciężka:


Po 10 minutach przyszło dwóch (!) panów i pojechałam. Słowem rozwiązanie dla cierpliwych.

Gdzie indziej coś tam idzie ku lepszemu – np. bez zarzutu działa powiadamianie sms-em o nadejściu przesyłki poleconej – ale nie wiedzieć czemu, wszędzie jest to możliwe, tylko nie na kolei. 

Jedna z moich samochodowych ciotek jechała w tym tygodniu autobusem, czyni to rzadko więc postanowiła nie zanurzać nosa w gazecie, tylko posłuchać co mówi lud. Siadło przed nią dwóch panów, jeden z nich naprawia sprzęt, drugi robi instalacje elektryczne. Przez całą drogę opowiadali sobie jak to robią klientów w konia, i jacy ci klienci durni, że dają się na ich wisty nabierać. Wiele razy miałam poczucie, że spotkałam na swojej drodze takich panów i jak tylko mogę, omijam konsumenckie rafy. Od kilku miesięcy, w coraz większej ilości sklepów, można kupić Kindla. Kupując w tym tygodniu, wybrałam jednak droższego Amazona – wolę ich gwarancję, niż któregoś z polskich sklepów. Zamówiłam w poniedziałek wieczorem, miałam już w piątek. O tym, że ekran w Paperwhite jest bajeczny wiedziałam, ale o tym że nie można na nim słuchać audiobooków, już nie. Czyli jak zwykle, coś za coś. 

Dotarłam wreszcie do Centrum Kopernik. Zawsze przerażały mnie kolejki po bilety. Nie wiedziałam, że raz w miesiącu organizowane są wieczory dla dorosłych, na które bilety zamawia się on-line. Dzięki temu spędziłam fajny wieczór – jedyny zgrzyt, to adresowana do „publisi” konferansjerka w planetarium.    


Najbardziej podobała mi się gra, w której steruje się myślami leżącą na stole kulką. Następnym razem zrobię zdjęcie. Tym razem uwieczniłam tylko jazdę na rowerze, połączoną z możliwością obserwowania, jak rusza się przy tym nasz nasz szkielet.

A z moim szkieletem klopsik. Ponieważ rezonans nic nie wykazał, a trzy serie kriokomory nie przyniosły odczuwalnej poprawy, poszłam w kierunku wkładek ortopedycznych. Są bardzo ładne i kolorowe – robi się je na wymiar: formuje się nagrzaną wkładkę, tak by wymuszała prostą postawę i po zastygnięciu wkładka jest gotowa do użycia. Miałam obawy czy się do nich przyzwyczaję, ale to akurat poszło jak z płatka. Pogodziłam się też z tym, że muszę zrezygnować z butów, do których te wkładki nie pasują. Jest tylko jedno ale … od tygodnia chodzę po sklepach i takich półbutów, by weszła do nich po włożeniu wkładki, również moja, cechująca się wysokim podpiciem stopa, nie ma. 

Złość do Pianina mi trochę przeszła. Pogodziłam się z tym, że sweter nie będzie tak ładny, jak planowałam. Może w przyszłym tygodniu będę mogła coś już pokazać.