573

Zanim z Ańćką pojedziemy przejść się po Central Parku i zapolować na bizony (krok do W samo południe już ćwiczy):

dałam się wywieźć jako „czwarta do benzyny” w Alpy. Jestem w takich wyprawach poręczna, bo nie jeżdżę na nartach, więc nie aspiruję do tego, by w samochodzie znalazło się miejsce i na mój sprzęt. Inna sprawa, że dawniej w cztery osoby jeździło się maluchem do Hiszpanii, teraz na tydzień w Alpy pożycza się duży samochód, którym na co dzień jeżdżą psy na wystawy. 

Nocowaliśmy w słowackim miasteczku  Mikulov. Jak przyjechaliśmy zapadał mrok, tyle zobaczyłam co można było zobaczyć wieczorem. Rano tylko spojrzałyśmy jeszcze raz na górujący nad miastem zamek:


i udaliśmy się w drogę do Salzburga, gdzie głównym punktem zwiedzania miał być Hangar 7 (obok trzech dziewczynek, w drużynie jest jeden chłopiec).


Obejrzałam całe mnóstwo zabawek dużych chłopców, między innymi skafander Felix’a Baumgartnera jak robił za Ikara, czy kosmicznego motyla.


W ostatniej przeczytanej przeze mnie książce (Beksińscy), wywożony w celu pokazania świata Tomasz Beksiński, anglista, genialny tłumacz (m.in. przetłumaczył Monty Pythona) na pokazywane mu zabytki reagował w bardzo osobliwy sposób:

(…) zawiózł mnie najpierw na Tower Bridge. Spoglądając nerwowo na zegarek, lustrowałem wzrokiem Tamizę w nadziei, że wypłynie trup nagiej panny z krawatem okręconym wokół szyi (Alfred Hitchcock „Szał”) – ale niestety. Następnie pojechaliśmy oglądać Big Bena. Robert Powell nie wisiał na wskazówce („39 stopni”), za to wokół tłoczyli się skośnoocy fotografujący wujka Ito na tle Parlamentu. Znów nie wydarzyło się nic sensacyjnego. Wsiedliśmy w autobus, z którego zobaczyłem jeszcze kolumnę Nelsona (ale nie przeleciał na nią balon z Umą Thurman walczący z Umą Thurman – to miało się wydarzyć w „the Avengers” dopiero w 1988 roku (…) dał mi spokój z pokazywaniem Londynu. Zrozumiał, że wszystko i tak dawno już widziałem w znacznie ciekawszym sosie. 

To co by powiedział dziś, gdy dziś zabytki wyglądają tak:


Oczywiście, Tomek Beksiński mówił o dużych zabytkach, a to są tylko rzeźby. Myślę jednak, że to czas przejściowy. Niedługo i wieża Eiffla będzie pod folią. 

Alpy też nie mają już tego uroku, który tak ciepło wspominał autor niedawno przeze mnie przeczytanego Pensjonatu. Powoli tutejsze doliny zamieniają się w betonowe osiedla. I to coraz mniej urokliwe.


Tu gdzie jestem, zostawili jedną chałupkę, żeby czymś się dało oko nacieszyć.


Pocieszające jest to, że w sprawach ostatecznych, miejscowi hołdują tradycji. Na cmentarzu w Salzburgu nie ma lastrico (i chińskiego marmuru też).


Inna sprawa, że może to tylko odpowiednik cmentarza w Laskach, a na głównym cmentarzu tak piknie już nie jest. 

ps. aż boje się, że zapeszę, ale robię ostatni rząd listwy od Pianina i jak na razie nie widzę większych błędów.