q61

Nie rozumiem dlaczego nikt nie pisze ciekawej inicjatywie Marszałka A. Struzika, który odpowiedział na alarmistyczne doniesienia demografów: podlegające mu Mazowieckie Przewozy Regionalne zlikwidowały wieczorne pociągi, ostatni pociąg z Wwy odjeżdża o 22.20. Ludzie mają siedzieć w domu i dzieci robić, a nie chodzić do teatru, czy opery.

Wykluczani są nie tylko obywatele nie posiadający samochodów. Coraz częściej, nie można skorzystać z jakiejś usługi (np. z karnetu sportowego),  jeżeli się nie ma komórki.  

Ja, dzięki temu, że mam karnet sportowy, odkryłam w Brwi cudowna jogę. Teraz jeszcze tylko muszę tam systematycznie tam chodzić.    

Tymczasem w domu ostatecznie odmówiła pracy moja 6-letnia lodówka Candy. Podobno teraz tego typu sprzęty są obliczone na 5-lat, więc nawet nie mogę mieć do niej o to pretensji. Nigdy tej lodówki nie lubiłam, może dlatego na koniec postanowiła mi dokopać. Umierała po cichu, na przemian mrożąc i rozmrażając, gdy to odkryłam, z bólem serca wywaliłam do kosza całe mnóstwo dobra, jakie chomikowałam w zamrażalniku.

Postawiona pod ścianą, musiałam  rozpocząć poszukiwanie lodówki: małej, nie za szerokiej (do 58 cm), non-frost, z trochę większym, niż zazwyczaj w mniejszych lodówkach, zamrażalnikiem u dołu.  Wszystkie moje warunki spełniła tylko jedna: naszpikowany elektroniką, Liebherr. Stanowczo za droga, jak na to że po 5-latach tak samo jak inne może przestać działać.  Osiołkuję teraz pomiędzy lodówką Sharpa, które ma dwie wady: górny zamrażalnik  i brzydki odcień szarości lakieru i  Elektroluxem, który jest ładny, ale ma mały zamrażalnik i nie jest non-frost. 

Szary sweter poszedł do prania, a ja już wiem co zrobię z szarego Rowan Felted Tweed – skrzyżowanie Cowl Shell i Eria Vest.



Odpowiadając na pytanie dotyczące Szarotek: nie wiem dlaczego to wyszło. I też nie wiem czy „wyszło”. Wwa to duże miasto, a nas wcale nie jest tak dużo. Sporo, w porównaniu do pierwotnego składu, się wykruszyło. Mimo wielu zgłoszeń na forum, rzadko tez ktoś nowy do nas dołącza. Mam wrażenie, że te comiesięczne spotkania sprawiają nam spora frajdę.  I chociaz jesteśmy różne, to się lubimy. Ot i cała filozofia.

Byłam na Hobbicie.

Plusy tego filmu to fajne, zwielokrotnione dzięki technice 3D, efekty specjalne oraz zapierające dech,  piękno przyrody Nowej Zelandii.

I na tym bym skończyła.

 

W ramach prezentu urodzinowego, synek wyprowadził mnie do Teatru Studio na Wichrowe wzgórza.



Mam mieszane uczucia, z tym że nie mam wrażenia totalnie marnowanego czasu, a często się tak czuję wychodząc z teatru.

Przede wszystkim doceniłam adaptację tekstu: jakimś cudem udało się przerobić XIX- wieczne ramotę na dający się przełknąć tekst. To wrażenie popsuła trochę ambicja reżysera, by nadać temu jeszcze filozoficzny rys: każda z postaci dramatu przynajmniej raz staje w rogu sceny i przed mikrofonem wyje/melodeklamuje/recytuje (najczęściej to pierwsze) tekst o „życiu”. Nie wiem czy widz ma się wzruszyć, czy zmądrzeć, mnie to irytowało. Podobnie jak przekraczanie bariery mojej emocjonalności i włażenie z butami na mój teren: nie lubię gdy aktor „atakuje” mnie ze sceny, tak że kulę się na widowni z zażenowania.

Aktorsko spektakl nie porywa, ale też nie woła o pomstę do nieba. Tzn. biegają po scenie, ale tylko trochę, bo też i grają. Choć niektórzy trochę zbyt manierycznie, np. grający Heathcliff’a chyba trochę za bardzo zapatrzył się na Jima Morrisona.

Ale też nie marudzę. Dla młodych. O miłości. I chyba się im podoba, skoro widownia pełna.



To nie koniec moich teatralnych doświadczeń:

Zbrodnię i karę można przeczytać w oryginale, odsłuchać audiobooka, czy sięgnąć do streszczenia. To wszystko zajmuje czas i dlatego reżyser postanowił wyjść na przeciw rynkowym oczekiwaniom i ugnieść z tego dwugodzinną pigułkę. Brakowało mi tylko promptera, na którym wyświetlane były by np. dodatkowe wskazówki dla uczniowskiej gawiedzi np. opisując tę scenę zajrzyjcie jeszcze na str. … w bryku wydanym przez …

Nawet nie można mieć pretensji do snujących się po scenie aktorów, bo to reżyser nie miał żadnego ciekawego pomysłu. Gdyby przynajmniej dał im jakieś pole do popisu, to przynajmniej można by było polecić tą sztukę tym, którzy nie lubią współczesnej teatralnej maniery – nie ma mikrofonów, głośnej muzyki, nikt nie zdejmuje majtek, .

No ale to jednak trochę mało. 

Przed spektaklem spotkałyśmy w teatrze Lucy i Gumiś jej obiecał, że ją odwiezie do Otwocka. Dlatego nie wyszłyśmy na przerwie i w  ten sposób straciłyśmy nie pół wieczoru, tylko cały.