2012 – remanent

Druciarsko ten rok to porażka. Poza kilkoma drobiazgami, „mam na koncie” tylko trzy skończone roboty:

 

Przy czym zrobiony z Zitron Tweed Rulonik zeszmacił się już po pierwszym praniu i robi za sweter do ogrodu, jedwabny szal dałam Ance, tak że z 2012 roku został mi się ino Funczal.

Nowy rok, przynajmniej  na starcie, zapowiada się lepiej, bo zaraz skończę szary kardigan. A może uda mi się w nowym roku skończyć wreszcie i kapę?

Ja nie mam się czym pochwalić, za to Gumiś …  Dostałam od niej super czapkę, szkoda tylko że zdjęcia takie sobie.

Filmowo też nie mogę tego roku uznać za udany. Albo z wiekiem jestem bardziej wybredna, albo rzeczywiście nie ma za bardzo na co chodzić do kina. A że natura nie znosi próżni, pojawiły się seriale.

Do końca obejrzałam jeden:


Całe pięć sezonów. Biorąc pod uwagę, ze tylko pierwszy jest dobry, mogę podziwiać swoją determinację.

Teraz jestem po pierwszym sezonie In treatment:


I Homeland:

W obu przypadkach skłamałabym, gdybym napisała, że z utęsknieniem czekam na ciąg dalszy. Ale ponieważ na bezrybiu i rak ryba, to pewnie obejrzę i kolejne odcinki.

Za to pojawił się trzeci sezon  Downton Abbey.


Nawet jeżeli ten serial wcale nie jest mądrzejszy od innych, to na samą myśl że znów zobaczę na ekranie Maggie Smith, mlaskam ze szczęścia.

 

Przeczytałam, ale nie polecam.



Japoński produkcyjniak. Gdy Ginko miała 16 lat wyszła za maż. Trzy lata poźniej wróciła do rodziców zarażona rzeżączką (wtedy ja poznajemy). Wykluczona z tradycyjnie przypisanej ówcześnie kobietom roli (XIX wiek), zwraca się ku książkom i postanawia zostać lekarzem. Uporem i siłą woli pokonuje wszystkie trudności. Po drodze jeszcze zostając chrześcijanką.

Koszmarny panegiryk (podobno oparty na autentycznej historii). W Japonii był to bestseller. Więc może to wina tłumacza?

Ale niesmak po tej książce już zmyty – stary rok kończę z dobrą książką w ręku – P.Roth Nemezis.