Mam swoje „hej”
Wpis będzie krótki, bo idę spać w poczuciu zmarnowanego dnia.
Dzisiaj miałam taki plan, że do 12 zszyję kitchenerem kołnierz szarego swetra, potem pójdę po choinkę, a po powrocie dokończę książkę (Łapa w łapę), obejrzę kolejne odcinki Homeland i zacznę rękawy.
Jest północ, a mnie dalej nie udało się zszyć kołnierza (20 cm). Nitką kontrastową wychodzi, tą „właściwą” zawsze gdzieś zakręci i trzeba zaczynać od nowa.
I tak dobrze, że zrobiłam sobie przerwę i przytargałam do domu choinkę.
Humoru mi nie polepsza perspektywa jutrzejszego dnia. Bo gdy wszyscy będą w połowie dnia lecieć na skrzydłach do domu, ja mam spotkanie z facetem, któremu niekoniecznie musi się spieszyć do domu. Jest całkiem możliwe, że będzie wolał ominąć „szykowanie stołu”, zasłaniajac się pilną pracą.
A ja pojawię się tutaj dopiero jak zszyję tym cholernym kitchenerem ten cholerny kołnierz w tym cholernym swetrze.