q63

Mam swoje „hej”

Wpis będzie krótki, bo idę spać w poczuciu zmarnowanego dnia.

Dzisiaj miałam taki plan, że do 12 zszyję kitchenerem kołnierz szarego swetra, potem pójdę po choinkę, a po powrocie dokończę książkę (Łapa w łapę), obejrzę kolejne odcinki Homeland i zacznę rękawy.

Jest północ, a mnie dalej nie udało się zszyć kołnierza (20 cm). Nitką kontrastową wychodzi, tą „właściwą”  zawsze gdzieś zakręci i trzeba zaczynać od nowa.

I tak dobrze, że zrobiłam sobie przerwę i przytargałam do domu choinkę.

Humoru mi nie polepsza perspektywa jutrzejszego dnia. Bo gdy wszyscy będą w połowie dnia lecieć na skrzydłach do domu, ja  mam spotkanie z facetem, któremu niekoniecznie musi się spieszyć do domu. Jest całkiem możliwe, że będzie wolał ominąć „szykowanie stołu”, zasłaniajac się pilną pracą. 

A ja pojawię się tutaj dopiero jak zszyję tym cholernym kitchenerem ten cholerny kołnierz w tym cholernym swetrze.