q71

Usiłowałam sobie wyobrazić siebie stojącą jutro na peronie i czekającą na pociąg, ale zamarzła mi wyobraźnia.

I bez tego zimna, zamiast gimnastyki rozpoczęłam trenowanie przedświątecznej depresji. W ostatniej chwili, rzutem na taśmę, zorganizowałam jeszcze Babowisko. Menu było imponujące:

przekąski

Humus
Baba ghanoush
Pasta z zielonego groszku
Pasta z soczewicy
Biały ser z kiszonymi cytrynami
Grilowana cukinia w jogurcie
Salatka z pieczonej papryki
sałatka “izraelska”
sałatka z kuskusem – jakas wariacja nad tabulą
+ chlebki pita

na ciepło
brytfanna kurczaka (uda? nogi?) w cytrynie i sumaku

na słodko
daktyle faszerowane tahiną

Wszystko zrobił Tomek, ja nawet nie weszłam do kuchni. Moim jedynym zadaniem było zrobienie zdjęcia stołu, ale nawet tego nie potrafiłam zrobić dobrze. 

 

Kilka ciotek było w Brwi po raz pierwszy. Ale ponieważ zasadniczo to się różnimy co najwyżej obwodami w pasie, a nie poglądami, więc było bardzo miło. Szkoda tylko, że przyjechała tylko część z zaproszonych bab, pozostałej, z bardzo różnych powodów, nie chciało się na to zimno wychodzić z domu. Pomysłu co robić, by chciało się im wychodzić, nie mam. Po tym, jak dwa lata temu, jadąc w piątek na Andrzejkowy wieczór wróżb wszelakich, ciotki dojechały po kilku godzinach stania w korku, przejedzone, przepite i senne, postanowiłam organizować imprezy w sobotę. Ale jak się okazuje, to też nie wpływa tak bardzo na „frekwencję”.

Za to mój synek powiększył swój fan-club. Potem co tylko zacznę na niego narzekać, to nie znajduję zrozumienia. Bo to takie dobre dziecko, tak pysznie gotuje dla mamusi i jej koleżanek …

Skończyłam kadłub szarego swetra. Nie wiem czy nie przegięłam z tą prostotą formy. Staram się go robić porządnie”, nawet jeden supełek nie wyjdzie na wierzch, bo wszystkie łączenia schowałam w „listwie”. Teraz wszystko zależy od tego jak mi wyjdzie kołnierz. Zbieram się do tego jak do jeża.



Z kronikarskiego obowiazku odnotowuję, że byłam w kinie. 

Bardzo to wtórne. Filmów  o tym jak to ludzie tańczą i stają się sobie bliscy było już wiele. Ten jest kolejnym i nic nowego nie wnosi. Tym razem ona tańczy z nim tango. On jest strażnikiem w więzieniu i zna ją z widzenia – ona przychodzi tam do dwóch mężczyzn, którzy o sobie wiedzą i którym to nie przeszkadza. Jak można łatwo policzyć, strażnik może co najwyzej aspirować do trzeciego miejsca.  

A już niedługo znów spotkam się z mężczyzną mojego życia. Tym razem w Warszawie: