Dałam się nabrać.
Jack opowiedział mi o Hipotezie drugiego miejsca (w skrócie H2M): samolot porwano, pasażerów wzięto w niewolę, fotografie są upozorowane. No i oczywiście popiera to wszystko jakiś profesor.
Przyznaję, uwierzyłam że i taka hipoteza ma swoich wyznawców. Po dojechaniu do domu wpisałam do wyszukiwarki H2M. Mam tylko jedno na swoje usprawiedliwienie: czym to się różni się od innych teorii? Na przykład w tym tygodniu usłyszałam, że jest lek na raka i gdyby go dopuścili do produkcji, kosztowałby nie więcej niż 5 zł. Niestety politycy (Tusk, PO, Bruksela) blokują jego opatentowanie. Problem w tym, że w tej dyskusji brało udział kilka osób legitymujących się wyższym wykształceniem. I wszystkie te osoby były młodsze ode mnie.
W jednej sprawie czuję nawet potrzebę „walki”. Wracając z Modlina popełniłam błąd i wsiadłam nie w bezpośredni autobus (za 33 zł), ale w taki co za 12 zł dowozi do stacji PKP Modlin. Na pociąg czekałam 40 minut, wcześniej trzeba było dostać się na peron pokonując kładkę nad torami, co oznaczało tarabanienie się z walizką po wysokich schodach. Dworzec był udekorowany tablicą informującą, że jego przebudowa została sfinansowana ze środków UE Ale, ponieważ rzecz dzieje się w Polsce, czyli nigdzie, windy nie są tu po to, by działały, w dodatku jak są nieczynne, to przynajmniej schludnie, po „europejsku” wyglądają. Taki jest los większości kładek. W dawnych zamierzchłych czasach wylewano na schodach betonowe podjazdy – komu to przeszkadzało?
Zdaję sobie sprawę, że powoli zaczynamy żyć w rzeczywistości budowanej przez ludzi, nie potrafiących ze zrozumieniem czytać i pisać. Tyle, że według mnie ten eksperyment kiepsko się sprawdza. Może tak musi być, że upodabniamy się do barbarzyńców jeszcze przed ich nadejściem?
Nie byłam gotowa na jesienny atak zimy, pod tym śniegiem jest góra liści:

Z drutami tez porażka. Jak już zrobiłam Sumka XXL i szykowałam się do blokowania, odkryłam że mniej więcej w połowie zrobiłam błąd. Chwilowo mam go na tyle dosyć, że zabieram się za szary sweter. Nie wiem dlaczego ciągle z tymi drutami, zamiast szybko „dogonić króliczka”, miesiącami go „gonię”.

Nie rozumiem dlaczego ten film dostał w Co jest grane tyle gwiazdek.

Głupawa, miła bajeczka o młodych wykluczonych Szkotach. Gdy poznajemy głównego bohatera, jest bezrobotny, skazany na roboty społeczne, bez pomysłu na przyszłość. Pod koniec filmu, ma ciekawą pracę i gotówkę w kieszeni. Sporo fajnych dialogów i scen, tyle że wszystko to razem nie tworzy spójnej całości. Może przez te gwiazdki oczekiwałam czegoś więcej i wyszłam z kina zniesmaczona? Najciekawsza jest w tym filmie możliwość posłuchania szkockiej wymowy – dopiero po chwili zorientowałam się, że mówią po angielsku.
Od kilku dni mam nowy pomysł – Weight Watchers. Bardzo mi się podoba to, że mogę bez ograniczeń jeść jabłka. Jak jestem tak pozytywnie do tego nastawiona, to może i efekty będą pozytywne?