q84

Claude Lanzmann Zając z Patagonii

 

Czytałam te 500 stron pamiętnika prawie dwa tygodnie, długo, nawet biorąc poprawkę na objętość. Książka nie jest z tych co „same wchodzą”, za dużo faktów, skrótów myślowych, wymuszanych przez autora postojów na chwilę zadumy (a przy okazji i złapania zgubionego wątku). A wszystko to dlatego, że aby opisać na 500 stronach swoje życie, Claude Lanzmann musiał tylko skracać, kompresować i pomijać: miał tak barwne życie, że i kilka tysięcy stron byłoby mało.

Podczas wojny francuski ruch oporu,  po wojnie dziennikarz jeżdżący po świecie i to po mało uczęszczanych regionach. Potem wywiady dla francuskiej prasy z wielkimi ówczesnej kultury, znał chyba wszystkich, co się liczyli w świecie. Przyjaźń z Jean-Paulem Sartre, kilka lat  w związku z Simone de Beauvoir. Twórca filmów dokumentalnych, kilkanaście lat poświęcił na nakręcenie dzieła swojego życia, Shoah.  

Pod koniec książki jest też i sporo o Polsce (Shoah). Chociaż nie pisze o nas z sympatią, warto się temu jak nas przedstawia przyjrzeć.

Niesamowita książka.

Trochę przypominała mi Opowieść o miłości i zmroku Amosa Oza – i choć aż tak dobra jak tamta nie jest,  ta sama półka. Z tym że A. Oz budzi sympatię, a C. Lanzmann nie za bardzo, zbyt często wychodzi z niego kawał aroganckiego bufona.

Przez to skondensowanie, wiele z tego co przeczytałam, chwile później „wylatywało”, więc aby móc do niej za jakiś czas wrócić kupiłam (rzadko to robię z już przeczytanymi książkami). Przy okazji odkupiłam  Opowieści o miłości i zmroku. Mój egzemplarz gdzieś wcięło, Anka poprosiła bym jej zawiozła do Londynu „jej”, a jakoś smutno mi się zrobiło gdy sobie pomyślałam, że nie mogłabym w każdej chwili  móc wrócić do historii np. o dziadku Aleksandrze.