Przyszła zima. Przez brudną, niemytą od lata szybę wygląda tak:

Wyjaśniło się jedno – urodziny, które miałam tydzień temu były jeszcze jesienią. Teraz, jak już wreszcie ta zima przyszła, to albo będzie jej więcej, albo nici z obiecanego przez Ańćkę kuligu.
W sobotniej gazecie jest ostatni wywiad z Hanną Świdą – Ziębą, między innymi o tym obrastaniu w niepotrzebne rzeczy. Jeszcze przed przeczytaniem tego wywiadu, doszłam do wniosku że za dużo mnie „oblepia” – tyle że nie rzeczy, bo z tym sobie dobrze radzę, ale różnych umów. Impulsem do tych rozważań był list z Cyfry+, zawiadamiający o podwyżce abonamentu, która akurat u mnie zbiegła się dodatkowo z końcem promocji. Zamiast 34 złotych, mam teraz płacić 52 zł/miesięcznie. Tymczasem, każda złotówka wydana na Cyfrę, która jest na mojej czarnej liście bandyckich firm, boli (wpisałam ją na tę listę, gdy okazało się, że to że gdy na dworze pada deszcz lub wieje zanika sygnał to „nie jest ich problem”). Jak rozwiązać ten problem nikt nie wie, wzywani z ogłoszenia magicy mieli tylko jeden pomysł: wymianę konwertera i nic nie zmieniało. A że podpisana umowa rzecz święta, to czy jest sygnał czy nie, płacić muszę (do wyboru jest jeszcze Polsat, ale tylko Cyfra+ ma Ale kino). Teraz, z uwagi na zmianę wysokości abonamentu, mogę przed czasem zrezygnować z umowy. Mam do środy czas na decyzję, ale powoli coraz bardziej skłaniam się do całkowitego zrezygnowania z telewizji cyfrowej. Już od dawno nie włączam TVN24, a jak będę chciała, to oglądanie Downton Abbey mogę dokończyć w necie.
W necie szaleństwo konkursów na „Blog roku”. Nie startuję, bo nie lubię zawodów, w których z góry wiem, że przegram. Z tego samego powodu nie „odebrałam” wygranego iPada:

Z tym, ze zawsze jak rezygnuję z tego typu zawodów, przypominam sobie, że mama Beaty wysłała tylko dwa sms-y i wygrała BMW.
Kapa powoli idzie do przodu (zrobiłam dwa kolejne kwadraciki – obecny stan w kwadratach to 26/45. Za to duży skok nastąpił w tym tygodniu na odcinku Ficiaka.

Zadowolona jestem z pomysłu zrobienia swetra z wełny superwash (Zitron Tweed) – póki co nic się nie mechaci. Tyle, że po zmoczeniu robota „urosła” mniej więcej o 1/3 – w tym konkretnym przypadku bardzo mi to było na rękę, ale jednak to wyjątkowa sytuacja. Nabrałam też szydełkiem „źle” zrobione oczko i mimo wyprania, został bardzo widoczny ślad. I teraz jestem zła, że nie sprułam, gdy była to tylko kwestia kilkunastu rzędów.
Filmów do obejrzenia zatrzęsienie, a tymczasem w tym tygodniu było mi wyjątkowo nie po drodze do kina. Zobaczyłam jedynie Powrót do domu.

Dla koneserów. Opowieść o trzech siostrach, które po śmierci opiekującej się nimi babci, zostają same w rodzinnym domu (ich rodzice zginęli wiele lat wcześniej). Jest leniwe ciepło lato i taki jest i ten film. Całe mnóstwo w nim dłużyzn, są one przemyślane i dodają uroku, ale nie każdy to lubi. Mnie ten film o wyfruwaniu z rodzinnego gniazda się podobał.
![]()