Plan był taki, że po tygodniu leżenia w łóżku, zanudzę się na śmierć i zatęsknię do świata. No ale nie zatęskniłam i taka nie stęskniona musiałam wyjść ze swojej ujutnej norki. A na świecie ponuro i paskudnie. Skończył się Festiwal Filmów Świata, kupione w przedsprzedaży bilety wylądowały w koszu i pozostaje tylko zamruczeć: byle do Świąt!
Skończyłam PoleGole. Taki trochę fikuśny i jakby się jeszcze ta wełna nie mechaciła, to by nawet i nadawał się do noszenia.
Ponieważ z tym mechaceniem się mam mały problem, postanowiłam poeksperymentować z wełną typu „superwash”. Kupiłam w e-dziewiarce tweed Zitrona i mam zamiar zrobić coś podobnego do tej granatowej szmatki z H&M. Jest cienka, lejąca i fajnie się nosi, czy coś takiego zrobione na drutach będzie się dobrze nosić, nie wiem. Nieźle się narobię, zanim się o tym przekonam, bo „płaszczyzna” do przerobienia spora.

Na razie w przerwie z jednego samotnego motka Magica kończę „dodatkowy element dekoracyjny”, nakładany na jednobarwne. pięciopalczaste rękawiczki – w wersji one could be lost, (już jakiś czas temu wyciągnęłam wniosek z życiowej obserwacji, że gubią się jedynie „parzyste” rękawiczki, dzięki czemu gubię jedną rzecz mniej).
A planów drucianych moc. Na grudniowych Szarotkach (wyjątkowo w tym miesiącu spotkałyśmy się w Sos-ie) pochwaliłam się PoleGole i zapowiedziałam dalszy rozwój – mam zamiar zmierzyć się z tzw. Enterlac’iem.
W sobotniej Gazecie Wyborczej jest wywiad z Danielem Olbrychskim:
– Ponad 10 lat wychowywał się Pan bez ojca …
– Ja ani brat nigdy nie słyszeliśmy od mamy czy dziadków, że tata nas zaniedbywał, że leń, szaleje w Wwie, a powinien tu być. Byłem wychowany w szacunku dla ojca …
Tia … podobno przyczyną tego bałwochwalczego nadwiślańskiego kultu facetów są wojny, powstania tu toczone itp. Rozglądam się wokół i jak patrzę na „jakość” tych facetów, nie dziw mnie że wszystkie były przegrane.
W związku z nowym rozkładem jazdy Mazowieckich Kolei Regionalnych, wysłałam do nich taki mail: