Bardzo chciałam zobaczyć tzw. film otwarcia Festiwalu Filmów Żydowskich Footnote. Uznałam, że skoro nie tylko otrzymał 9 nagród Izraelskiej Akademii, ale i został nagrodzony w Cannes, jest warty zobaczenia. Ponieważ pomyślałam, że może nie tylko ja dojdę do takiego wniosku, postanowiłam kupić bilet w przedsprzedaży i lekko się wściekłam, gdy dowiedziałam się, że na ten film przewidziany jest wstęp tylko za zaproszeniami. Na szczęście chwilę później spotkałam Teresę, której – chociaż jeździmy tą samą kolejką – nie widziałam od ponad roku, a która zna prawie wszystkich i która, dowiedziawszy się o mojej krzywdzie, obiecała poprosić kogoś, kto zna wszystkich, o załatwienie dla mnie zaproszenia.
Następnego dnia, spotkałam się z Teresą i jej znajomym w kinie i jak zobaczyłam jak biega i gdzieś wydzwania, by załatwić mi ten bilet, pomyślałam, że chyba trochę przesadziłam w zawracaniu innym głowy.
Załatwił, weszliśmy na salę, a tam prawie pusto. Chwilę później zrozumiałam dlaczego prawie nikt nie przyszedł – zgasło światło i na ekranie pojawiła się czołówka Gorzkich żniw Agnieszki Holland z 1985 roku (po filmie dowiedziałam się dlaczego – nie udało się sprowadzić samego filmu Footnote, pokazywany jest w pakiecie z twórcami, a na to już organizatorom Festiwalu nie starczyło).

W pierwszej chwili byłam wściekła. Czytam trochę o Holocauście, ale filmów na ten temat unikam jak ognia. Za duży ładunek emocjonalny. Gdybym była sama, wyszłabym. A tak musiałam zostać. I nie żałuję. Po 16 latach film dalej się broni.
Śląska wieś. 1942 rok. Z transportu ucieka Rosa, Żydówka. Znajduje ją lesie i postanawia ukryć, bogaty, samotnie mieszkający, wiejski kawaler, Leon. W okolicy ukrywa się więcej Żydów. Są tacy co im pomagają. I tacy, którzy ich wydają. Film kręci się wokół relacji Rosy i Leona (Leon zmusza ją do zostania jego kochanką). W tle galeria postaci.
Rewelacyjnie zagrany. I bez tego czego się najbardziej bałam – czyli epatowania okrucieństwem. Może mam stępioną wyobraźnię, ale nie rozumiem dlaczego nie wyświetlano tego filmu w Polsce (był nominowany do Oskara i jak najbardziej na to zasługiwał). Wygląda na to, że przeraził sam temat. Dziś, po Jedwabnem, nikt chyba by już nie miał takich oporów.
![]()
Zszyłam PoleGole ogłosiłam przerwę do Szarotek (są w następną niedzielę). Muszę dokupić jeszcze dwa motki, jest ryzyko, że będą minimalnie różnić się odcieniem (inna seria), więc chcę to równo rozłożyć na obu rękawach. Ale póki co sweter zapowiada się całkiem, całkiem.

Do Szarotek mam też czas by podjąć decyzję, czy dokupić wełnę na OjWave3. Po wypraniu body szala, zrobił się długi, nawet za długi, więc jeżeli zabraknie mi na border tylko trochę, skrócę szal, tak by zmieścić się w jednym motku.

W tym tygodniu spotkałam się w knajpie z moimi znajomymi ze studiów. Spotkanie organizował Tomek, który spędził kawał swojego życia lat w Kalifornii, wybrał więc knajpę prowadzoną przez Amerykanina, który serwuje w swojej knajpie „prawdziwe” amerykańskie żarcie. Podejrzewałam, że za nim nie przepadam, teraz to wiem na pewno. Wracałam z koleżanką, która mieszka w przepięknym, starannie odrestaurowanym domu w Milanówku. Kilka lat temu została wdową, teraz z jej domu wylatuje ostatnie pisklę. W drodze powrotnej zadała mi pytanie, nie czy, tylko kiedy planuję powrót do Wwy. Sama planuje to zrobić gdy będzie przechodziła na emeryturę. Zadała mi bobu tym pytaniem.
A wokół trwa jakaś makabryczna wyliczanka. Na kolejną padło „bęc”. Snując plany, nie zakładamy że w ciągu kilku dni wszystko może się odwrócić do góry nogami.