Lubię Święto Zmarłych. Również i za to, że w tych dniach znikają z grobów sztuczne kwiaty i pojawiają się donice z chryzantemami. W tym roku zaobserwowałam kolejne zjawisko – na Cmentarzu Wolskim można było kupić tylko znicze-koszmarki. Nie mając wyjścia wzięłam tzw. wkłady, tylko one nie raziły mojego poczucia estetyki. Ale już na Cmentarzu Powązkowskim, obok zniczy-koszmarków, były i te klasyczne, gliniane. Na zdjęciu „mój” znicz na grobie Janeczki.

Idąc przez Powązki przypomniała mi się scena wielkanocnego chodzenia po Pańskich Grobach w Lalce – Wokulski co chwila uchylał kapelusza i pozdrawiał znajomych. Czułam się podobnie.
Wprowadziłam nowy system zarządzania czasem. Zaczęłam od stworzenia kalendarza w arkuszu dokumentów Gugla. (kalendarz pana Gugla się nie nadawał, jest rozwlekły i przypisany do godzin). Do arkusza wpisuję ciekawe audycje radiowe, zdarza się że i telewizyjne, pasujące mi godzinowo seanse filmowe itp. Na razie jestem zachwycona. dzwoni dentystka, ja odpalam Gugla i mówię: wtorek i nie pasuję, w tym dniu wyświetlają ciekawy film na Festiwalu Filmów Żydowskich w Kinotece. Prawdopodobnie moj kolejny genialny pomysł na wszystko podzieli los poprzednich. Ale póki co jestem przekonana, że tym razem będzie zupełnie inaczej.
Bo z czasem kiepsko. Miałam chodzić na jogę, odbyć staż dla mediatorów, ale jak na razie nie wychodzi mi pogodzenie tych planów z trybem życia strusia pędziwiatra. W dodatku mam wrażenie, że z biegiem lat te same czynności zabierają mi dużo więcej czasu. A jak jeszcze mam oczekiwania co do efektu! Zrobienie tego szwu w moim PoleGole zabrało mi kilka godzin. Pobiłam chyba rekord prucia.

Przewietrzyłam też mój stosik. Kilka książek odłożyłam na bok, bo postanowiłam nawet przestać udawać, że je kiedyś przeczytam. Stosik się skurczył, ale i tak nie wiem kiedy przeczytam te książki, bo na co dzień co i rusz przegrywają z książkami z biblioteki.

Początkowo chciałam wyjąć ze stosiku jeszcze jedną książkę, biografię Jane Fondy – Amerykańska buntowniczka, ale ponieważ usunęłam ze stosiku jej autobiografię, to wywalenie za burtę dwóch ksiażek o jednej Fondzie uznałam za przesadę. Ta cienka podarta książeczka to Witaj smutku F. Sagan – kiedyś mi się ta książka podobała, ciekawa jestem jak dziś ją odbiorę.
Wiedziałam, że to kiepski film. Ale że aż tak?

Poszłam na ten film dla Jerzego Stuhra, a na ekranie można go oglądać jedynie przez kilka minut. Ani jedna sytuacja, czy dialog, nawet nie ociera się o prawdopodobieństwo. Nie wiem, czy film był kręcony we wnętrzach Watykanu – może przynajmniej dekoracje były prawdziwe? W listopadzie w Muranowie wyświetlane są Najgorsze Filmy Świata – nie rozumiem dlaczego w ramach tego cyklu nie wyświetlają i Habemus papam.
![]()
Pina Wendersa, to film dokumentalny.

Z rewelacyjnym wykorzystaniem możliwości jakie daje technika 3D.
Hołd dla zmarłej dwa lata temu choreografki Piny Bausch. zespół odtwarza fragmenty spektakli, część układów sfilmowana jest w naturalnej scenerii – na ulicy, w plenerach. Tańczą niesamowicie. Dopiero po wyjściu z kina zorientowałam się, że nie zwróciłam uwagi na muzykę – wszystko w tym filmie jest tańcem, bo jak mówi Pina Bausch: tańczmy, tańczmy, inaczej będziemy zgubieni.
W swoim gatunku film-rewelacja. Ale dla koneserów.
W niedzielę poszłam do Multikina – na sali było mało ludzi, nikt nie jadł popcornu, czyli tak samo jak w kinie studyjnym, jedyna różnica to cena biletu (reklamy przed filmem można ominąć przychodząc odpowiednio po czasie).

Film zrobiony według schematu: zaangażowane amerykańskie kino społeczne. Lata-60 te na południu Stanów. Są tylko biali i Murzyni, nie ma jeszcze innych ras, chorych na Aids, gejów czy lesbijek.
Tym razem do małego miasteczka wraca po studiach młoda dziewczyna. Szukając tematu, na którym mogłaby wypłynąć jako dziennikarka, postanawia spisać historie opowiadane przez murzynskie służące. I trochę bezwiednie uruchamia zmianę.
Świetnie zagrane, iskrzące dialogi. Cztery gwiadki, nie pięć bo film aż do bólu przewidywalny.
![]()
Wieczorem jeszcze bardziej doceniłam profesjonalizm tego filmu. Postanowiłam obejrzeć w TVP Kultura Cztery noce z Anną. Po 10 minutach wymiękłam.