Żyję. Trochę się przeliczyłam – montowanie implantów, trochę się jednak różni od plombowania. Ale przynajmniej nie wszystek umrę i zostaną po mnie tytanowe śrubki. Podarowałam je Jackowi – obiecał, że wsadzi je do marakasów i czasami, gdy mnie już nie będzie, mną zagrzechocze …
Zarobiłam wprawdzie kilka dni zwolnienia, ale truta jestem silnymi antybiotykami, więc sił brak. Z kolei, tam gdzie sił nie trzeba, konieczne jest wykazania się cierpliwością i umiejętnościami, a z tym nie najlepiej.
Wytargałam na wierzch maszynę i postanowiłam metodą domową wykonać przeróbki krawieckie.

Po 10 minutach przy maszynie, następną godzinę spędziłam w necie szukając usługi naprawa maszyn do szycia w domu klienta. Nic takiego w okolicy nie znalazłam. Poczytałam fora szyjących i wygląda na to, że inni aż takich problemów z maszynami nie mają. W każdym razie biorąc pod uwagę ilość zużytego czasu, nici i prądu zdecydowanie tańsze jest korzystanie z usług krawcowej.
Korzystając z tego, że jestem na zwolnieniu przejrzałam swoje zbiory wełen i odkryłam całe mnóstwo porozpoczynanych robótek. I tak w przerwie między jednym kocykiem a drugim, zabrałam się za dokończenie chusty z kauni.

Pomysł dalej ten sam – bardzo luźna wariacja Aestlight shawl. Początkowo chciałam zrobić najprostszy ażur (nieparzyste rzędy: * k2tog, yo*, parzyste: same prawe), ale po przygodzie ze swetrem skręcającym na prawo, postanowiłam zrobić ten sam ażur co w Aestlight (dobrze go widać na blogu Rene) . Zadałam pytanie na moim ukochanym forum i w ciągu pół godziny miałam już schemat tego wzoru (nieparzyste rzędy: *k2tog, yo, yo, k2tog*, parzyste: *k2, p1,k1*). Dałam sobie czas do końca tygodnia – potem wracam do roli drutującej babci (kocyk i czapeczki).
Obok stojaka mahonia – tej zimy tak przemarzła, że w zasadzie wszystko co na niej zielone, to z tego roku. Miałam nadzieję, że przy okazji wymarzł i toczący ją grzyb, ale niestety powoli znów wychodzi na wierzch.
Imponująco rozrosła się kalina.

Chyba nie sprawdził się pomysł odejścia od pelargonii – tytoń więdnie. Może dlatego, że kilka dni po zabiegu spędziłam u Gumisia. Ale jeżeli tytoń nie potrafi przeżyć kilku dni bez podlewania, to mi z nim nie po drodze.
