w83

Środek lata

Imieniny spędziłam w pałacu.


Przez ten rok, Anka urządziła w stylu epoki kolejne pokoje. Ciekawe ile takich miejsc mijamy, nie mając pojęcia o ich istnieniu – o tym jak dojechać do ich pałacu wiedzą tylko wtajemniczeni, skręca się z bocznej, mało uczęszczanej drogi w jedną z wielu polnych dróżek i jedzie się przez te pola jeszcze z kilometr.  Mam nadzieję, że  takich miejsc jest więcej, bo brzydota tego co widać z drogi poraża.

Po spędzeniu kilku dni na wsi w cudzym królestwie.

I na cudzym wikcie (na zdjęciu przykładowy obiad dla dwóch osób).

Jestem duża i mam jeszcze większą potrzebę zmiany. Ale od poniedziałku. Bo weekend  jeszcze spędziłam na żarciu. Tym razem z okazji międzylądowania Anki, w ramach rekonstrukcji historycznej, czyli gry w rodzinę, Tomek przygotował przystawkę, ja danie główne, a Michał zielone lody. Robi się je w prosty sposób: lody waniliowe podlewa się olejem z dyni i sypie na wierzch pestki z dyni. Śmieszne i smaczne.

Z drutami porażka. Robiona na trójkach bawełniana bluzka z Camilli przypomina ściereczkę do podłogi. Biorąc pod uwagę, to, że bawełna po praniu jeszcze się rozciąga, muszę zacząć jeszcze raz, tym razem na cieńszych drutach, a na to nie mam za bardzo ochoty.



 

W następnym w kolejce, jedwabnym szalem też nie wiem co dalej. Myślałam o Abrazo, ale byłoby to działanie nieekonomiczne. Mam tego jedwabiu tyle, że na jedno Abrazo jest go za dużo, na dwa nie starczy. Rozważam pokazaną przez Dagny Chinese Lace, ale tak naprawdę dalej osiołkuję. Byłam na Szarotkach. I z tego niezdecydowania nawet jednego rzędu nie zrobiłam

Nie posłuchałam synka i mam za swoje.

To nie był dobry film. Jerozolima, lata 50-te, dzielnica chasydów. Bogobojny mąż, ojciec czwórki dzieci, przygarnia do swojego sklepu młodego, wyrzuconego z jesziwy, chłopaka. Melodramat, tyle że o homoseksualistach. Zdarzają się dobre melodramaty. Ale to nie jest ten przypadek.

Poszłam jeszcze na kasowy przebój.

Nie moja bajka, nie mój typ. Myślałam, że będzie to coś co porazi, tak jak Matrix. Ale mnie nie powaliło. Dobrze nakręcony, dobrze zagrany. Pomysł zlecenia fachowcom od manipulowania ludzkimi snami, wejścia do cudzego mózgu, by zaszczepić w nim pożądaną ideę podobał mi się, gdy czytałam recenzje,  na ekranie mnie nie porwał. Sala była pełna – jeżeli to oznacza, że tylko takie kino ma przyszłość, to z mojego punktu widzenia, wesołe to nie jest.

Wszystko wskazuje na to, że powinnam się już zacząć martwić zbliżającym się remontem. Na pierwszy rzut oka kabin prysznicowych jest całe mnóstwo, ale to tylko pozory. Przypomina mi to sytuację z adidasami. Dawno temu były wspaniałe, super wygodne buty, łza się w oku kręci na wspomnienie  starego modelu płóciennych Kangaroosów. Niestety potem ogłosili konkurs na najbardziej kiczowate buty świata i wszyscy zaczęli ozdabiać je świecidełkami, lampeczkami, odblaskowymi podeszwami. Nie pozostało nic innego, niż dać sobie spokój. Teraz upiększacze naszego życia przerzucili się na kabiny prysznicowe – montują jakieś świecące panele, które poza lampeczkami mają radio, telefon, zegar i różne inne, niezbędne do kąpieli wyposażenie. Można wprawdzie skompletować (kabina +  brodzik + bateria), ale wychodzi to wtedy dużo drożej.  

Na razie założyłam rolety. Wybrałam standard, czyli ecru. Tylko w jednym pokoju dałam kolor. Myślę jeszcze o niebieskim parapecie, ale nie wiem czy to nie będzie przesada.


Sprostowanie:

Rzeczywiście napisałam bez zastanowienia, że to lata 50-te, bo w filmie Oczy szeroko zamkniete chasydzi żyją może nie jak Amisze, ale podobnie – stroje, szafki kuchenne też przypominają tamta epokę, Zbuntowany chłopak ma jednak komórkę, więc są to lata współczesne.