w92

 

Wilgoć w piwnicy

Popełniłam błąd – zapomniałam o tym, że mam dom na głowie. W dodatku myślałam, że skoro mam tak wypasioną tablicę rozdzielczą, to co jak co, ale elektrykę mam w miarę dobrze zrobioną.

 

Wiedziałam wprawdzie, że jest jeszcze kilka rzeczy do zrobienia, a w piwnicy i do poprawienia, ale myślałam, że skoro niejeden elektryk przeszedł spokojnie obok tych kabli, to problem jest bardziej w estetyce i nie muszę się z tym aż tak bardzo spieszyć.

Bańka pękła, gdy w piwnicy spaliła się cała instalacja (przez te deszcze, nie uchyliłam po zimie okna, resztę zrobił upał i wilgoć). W dodatku okazało się, że cała ta moja sieć z przepięciowymi bezpiecznikami jest funta kłaków warta, bo nie ma uziemienia. Teraz czeka mnie mega przeróbka instalacji, włącznie z pruciem ścian.

Chyba lepiej będzie, jak faceci będą się licytować w sadzeniu tysiącletnich dębów i nie będą sie brać za budowanie domów.

W niedzielę był dzień publicznego drutowania. Zabrakło mi elementów happeningu – obiecałam sobie, że w przyszłym roku o tym pomyślę. Siedziałyśmy w Łazienkach, nikt na nas nie zwracał uwagi, a chyba nie o to w tym chodzi.

W sobotę byłam na  Uwalnianiu łacha. Fajna impreza. Przychodzą baby z torbami rzeczy do których straciły już serce (albo z których „wyrosły”) i   wywalają je na środek. Potem się w tym grzebie. Odbywa się to cyklicznie. Polecam.

Zostałam wyprowadzona przez Gumisia do teatru – 4 godziny na twardym krześle, w fabrycznej hali, zaadoptowanej do kręcenia widowisk telewizyjnych.

Pomysł by opowiedzieć w teatrze historię Apollonii Machczyńskiej-Świątek (ukrywała Żydów, została zabita przez Niemca, który ją kochał, ale został do tego zmuszony przez swojego przełożonego,  jej ojcu zaproponowano, by „wykupił” jej życie oddając swoje, ale się na to nie zgodził) razem z historią Ifigenii, Klitemnestry, Agamemnona, Ifigenii i Orestesa oraz Alkestis i Admeta (pojawia się też Thanatos, Herakles i wygnany z Olimpu, przebywający na dworze Admeta, Apollo) naprawdę dobry. Świetnie pasują też dobrane do opowiadanej historii monologi – tekst A. Eichmana i E. Costello, fikcyjnej bohaterki stworzonej kiedyś przez J.M.Coetze.

Rewelacyjna obsada – K. Warlikowski pozbierał aktorów młodszego pokolenia, którzy  jeszcze potrafią grać. Słowem kawałek dobrego teatru. W dodatku w tym teatrze nie było ani jednego przedstawiciela „publisi” – widownia dała głos dopiero na zakończenie spektaklu (klaskali na stojąco).

Ale nie byłabym sobą, gdybym trochę nie pomarudziła. Trochę za długie i momentami za głośne.

Po teatrze pojechałam do Gumisia. Ruta nie zapowiadała się na ładną dziewczynkę, podobno ma wdzięk, starałam się, ale go nie zobaczyłam:


Wszystkie trzy gładkowłose psy Gumisia jedyne co miały w ten upał do powiedzenia, to to że cierpią i nie wytrzymują tej duchoty. Pełnię szczęścia demonstrował za to futrzasty Rudy:

Korzystając że jestem w Otwocku pojechałam sfotografować Pensjonat Pazińskiego. Ale przed budynkiem siedzieli na ławkach ludzie, więc zrobiłam zdjęcie tylko z daleka. Myślałam że zobaczę urokliwy świdermajer, a jest to solidna tynkowana konstrukcja, z nowymi oknami.

Urok świdermajera miała za to stojąca obok Sasanka:


A poza tym:

– doszedł obrazek od Brahdelt, ale jeszcze go nie powiesiłam,

Endeless już zszyty, brakuje tylko wykończenia pach,

– Z Aeolian Shawl wtopa:  muszę pokombinować jak „spasować” trzecią i czwartą część wzoru.