Z cyklu: udowodnij, żeś nie wielbłąd/wielbłądzica
W ramach prowadzonego zimą na peronach metra polowania, padłam ofiarą gorliwych bileterów i za nieprawidłowo podpisaną kartę miejską dostałam mandat za jazdę bez biletu. Ponieważ w prasie dopiero rozkręcała się awantura na ten temat, zapłaciłam na wypadek gdyby nie uwzględnili mojego odwołania (przez pierwsze 10 dni płaci się 100, potem 150 zł) i spokojnie czekałam na dalszy rozwój wypadków. W końcu dostałam odpowiedź – odwołanie uwzględnili, ale wyliczyli, że nie tylko nic mi nie zwrócą, ale mam im jeszcze dopłacić 165 złotych – podobno w 2002 roku dostałam mandat za jazdę bez biletu i go nie zapłaciłam. Nie pamiętam żadnej takiej akcji, tyle, ze nic im dzisiaj nie mogę udowodnić. Dotarcie do mojego ówczesnego konta, poza tym że kosztowne, też by nic nie dało – prawie na pewno, nawet jeżeli dostałam mandat, to go nie zapłaciłam, tylko pojechałam, pokazałam kartę, której z jakiegoś powodu nie miałam przy sobie i na tej podstawie kara została anulowana. Tyle że teraz MZK twierdzi, że ponieważ wiosną 2003 roku wysłano do mnie ponaglenie (nie mieszkałam wtedy w domu, więc pozostawiono je w aktach ze skutkiem doręczenia), było to równoznaczne ze wszczęciem windykacji i sprawa nie uległa przedawnieniu.
Nabrałam ochoty na drutowanie. Kończyłabym już pewnie Sunrise circle, ale musiałam spruć przód – przy dodanych oczka wychodziły dziury, sprawdziłam na Youtube i okazało się, że we wzorze było M1L, a ja robiłam M1R.

Latem szukałam bawełny na ażurowe bluzki, na swoim blogu Rene poleca Cotton Eco, budzi zaufanie, ale kolory mdłe i jeszcze o następnym lecie nie myślę. Myślę za to o szalach, ale z wełną krucho. Polecanej przez Dagi Andory nigdzie nie ma, Małgorzata poleca Lavitę – ale kolory takie byle jakie. Zastanawiam się nad czerwoną, tylko co ja zrobię z czerwonym szalem?
Na razie kupiłam w Soho na Śniadeckich wełnę na rozpinane swetry – m.in. na Darcy. Dwie, bo nie umiałam wybrać – oba kolory mi się podobały.

I jak zawsze o tej porze roku, powrócił problem czapki, w której się nie wygląda jak straszydło.
Zastanawiam się nad okrągłym stojącym garnkiem:

Z tym że nie w takich mdłych kolorach, tylko np. w takich. I zastanawia mnie też jak zrobiona jest ta czapka, nie wiem czy się nie skuszę i nie kupię wzoru.

W tym tygodniu zaczynam remont kuchni. Nie wiadomo kiedy się skończy, bo nie wiadomo kiedy Bojar znajdzie chwilę czasu na zrewitalizowanie szafek. Na razie mam sukces – szukałam płytek klinkierowych na ścianę i znalazłam dokładnie takie jakie chciałam. Trafiłam do sklepu – marzenie. Niełatwo tam trafić, pierwsze strony wyszukiwarek pokazują jakieś badziewiaste firmy, a nawet jak się wejdzie na ich stronę internetową, to też nie urzeka. Ale jak już się do nich trafi, głowa boli od wyboru. Szukałam białych płytek klinkierowych, w większości jak już mieli białe, to tylko w jednym gatunku, jak znalazłam taki, co były dwa, to trzeba było złożyć zamówienie i tydzień czekać, a w tym pani powiedziała, że jak przyjadę, to chyba sobie coś wybiorę, bo białych ma sześć rodzai.
Wybrałam:

Do rozwiązania pozostała sprawa zawiasów, uchwytów, szybek i obudowy zmywarki.
