Dobrze to już było
I z tym co jest, nie wiem jak sobie poradzić. Na razie mam przez minimum 4 tygodnie (spróbuję przez 6, a ideałem byłoby 8), nie używać prawej ręki. Pan ortopeda był wyraźnie zniecierpliwiony (może dlatego, że tym razem w piątkowe popołudnie pod gabinetem stało sporo dodatkowych, "nagłych" przypadków) gdy zadałam mu pytanie jak ktoś tak zdecydowanie praworęczny jak ja, ma sobie sam dać radę w sporym domu z ogrodem, tylko z lewą ręką?

I to właśnie wtedy gdy "jadą już do mnie" druty Knit Pro. W najgorszym wypadku, gdy w najbardziej kabotyńskim wariancie, zostanie mi do odegrania rola "bohater tragiczny sprzedaje dom", będę miała dobry rekwizyt do prologu.
Chciałam zilustrować mój nastrój jednym z moich ukochanych rysunków Andrzeja Mleczki: on i ona siedzą przy stole, za oknem widać grzyb atomowy, on mówi do niej: I to teraz, kiedy trafiłem 6 w totolotka!. Ale znalazłam tylko coś takiego:

A tak poza tym toczy się normalne życie. To już ostatnie dni Mońka w rozmiarze XXL. Jeżeli wytrzyma jeszcze tydzień, przyjedzie rodzić do Wwy (tydzień po terminie nie czeka się na poród w domu, tylko się idzie do szpitala). Z tym, że w każdej chwili mogę otrzymać MMS ze zdjęciem – Moniek wygląda tak kwitnąco, że prognozy ludowe mówią o chłopcu, ale z Kalinką też kwitła, więc kto wie.

Na razie, skoro nie mogę robić na drutach, mam zamiar obejrzeć odłożone na bok filmy "tylko z napisami" (czyli takie, przy których i tak nie można dziergać). Muszę je obejrzeć póki czas – bawiąc w weekend u Gumisia po raz pierwszy obejrzałam film puszczony z odtwarzacza Blue-ray. Jest różnica, jeszcze chwila i oczy przywykną do tej nowej technologii, a wtedy płyty CD szybko podzielą los kaset VHS.
Postanowiłam też więcej czytać. W tym tygodniu przeczytałam tylko jedną i to cienką – gdyby nie temat, do "połknięcia" w jeden wieczór.
W Białym na czarnym Ruben Gallego, cierpiący na porażenie mózgowe urodzony w Moskwie syn Hiszpanki i Wenezuelczyka, opowiada o dzieciństwie, które spędził w radzieckich sierocińcach. Wstrząsający opis dorastania dziecka, które ma pełną świadomość, że osiągnięcie dojrzałości jest równoznaczne z wyrokiem śmierci (po skończeniu szkoły, niepełnosprawne dzieci z domu dziecka przewożono do domu starców, gdzie przeżywały najwyżej 2-3 miesiące). Bardzo długo byłam przekonana, że czytam o latach stalinowskich. Potem, ponieważ parę gadżetów mi się przestało zgadzać, sprawdziłam w Wikipedii … Szok – Ruben Gallego urodził się w 1968 roku.

Dawno nie miałam w ręku książki, po przeczytaniu której miałam aż tak duże poczucie niedosytu. Jest jeszcze jedna jego książka – Na brzegu. Też o jego dzieciństwie, więc wrażenie gwarantowane. Zapisałam się do kolejki, przede mną tylko Gumiś, czyli długo czekać nie będę.
Chyba coś drgnęło w polskim kinie.

Jeszcze nie wieczór jest naprawdę dobrym filmem. Jest specyficzny, nie dla każdego, ale świetnie zagrany (rewelacyjny J. Nowicki), fajnie sfotografowany i nie przesłodzony. Z tym, że przemijanie nawet jak jest ładnie sfotografowane, nie jest zbyt optymistyczne. Najmniej przekonała mnie historyjka, wokół której toczy się akcja, bo tak jak obraz życia w domu aktora w Skolimowie rewelacyjny, to przestawienie Fausta takie sobie, ja bym nie klaskała.
Genua Włoskie lato arcydziełem nie jest, ale docenić należy, że chociaż opowiada o tym jak ojciec z dwójką dorastających córek starają sobie dać radę po tym jak w wypadku samochodowym zginęła ich matka, nie jest to wyciskacz łez. Co jeszcze trzeba dodać na plus, to to, że zarówno historia jak i to, jak sobie ludzie w niej radzą jest prawdopodobna, bez słodkich happy-endów ale i dodatkowych, przybijających ciosów losu.