Ktoś musi pracować, gdy wszyscy łikendują
Był kiedyś taki film – Pojedynek na szosie, w którym jeden pan miał duże brum-brum i polował nim na innego pana, który na swoje nieszczęście miał tylko małe brum-brum. Nie pamiętam jak to się skończyło, ale tyle że mężczyżni w dużych brum-brum tym swoim przedłużeniem niszczą wszystko dookoła, to wiem od dawna.
Tym razem wizyta dużego brum-brum w Kalinigradzie skończyła się tak:

Nie wiem kto ma rację (pan od brum-brum twierdzi, że beton powinien być zbrojony), ale nie jest to w końcu takie ważne, skoro skucie tego betonu i zrobienie czegoś co by jako tako wyglądało i tak odbędzie się na mój koszt.
Nie zrażając się przeciwnościami losu, swoimi małymi rączkami, zniszczyłam cisową górkę:

i leszczynowe wzgórze:

Zamaszyście machając łopatą zastanawiałam się, czy rzeczywiście warto umierać na serce za równiny Kaliningradu, ale na szczęście w porę przybyła odsiecz:

W przerwach serwowałam im napoje w barze przy kuble:

I było na tyle głośno i wesoło:

że po raz pierwszy (a mieszkam tu już ponad 9 lat), porozmawialiśmy z sąsiadem z na przeciwka:
Przy okazji, na wieczną rzeczy pamiątkę uwieczniłam, do czego może zostać zmuszony nie wpuszczany do domu kot – mój biedny Heniek zamiast skryć się w jakimś ujutnym domowym kąciku, musi teraz wypinać gołą pupę na dworzu:
Byli też kominiarze i na pamiątkę ich wizyty, z komina wystaje kawał świecącej rury z obrotowym strażakiem na końcu:

Inna sprawa, że gdybym za godzinę roboty dostawała tyle co oni, to bym w rok wykończyła ten dom i jeszcze by mi starczyło na wycieczkę w Andy.
Następną moją robotę na drutach będzie to bolerko. Nie miałam zielonego pojęcia jak się za nie zabrać, bo wykroju brak, a perspektywa wielokrotnego prucia, jakoś o dziwo mnie nie podniecała. Na szczęście dzięki Maknecie z forum o robótkach na drutach, widzę światło w tunelu:
