Emerytura na 4-tym biegu

W przyszłym tygodniu mam szkolenie, głupio się wycofać, bo wygląda na to, że i ze mną na liście mają kłopoty ze skompletowaniem grupy. Wycofanie się w tym momencie byłoby równoznaczne z odwołaniem tego szkolenia. Pozostaje mi jedynie mieć nadzieję, że i tak nie będzie pełnej grupy.

Zapisując się na to szkolenie zakładałam, że na emeryturze ma się dużo czasu. Tymczasem nie tylko na takie ekstrawagancje jak szkolenie, ale i na weekendowy wyjazd do znajomych czasu mi teraz brak.

Byłam w tym tygodniu na badaniu EMG. Nie wiem dlaczego postraszono mnie, że będzie to bolało, nic z tych rzeczy.

Co tak dokładnie dzieje się z moją ręką jeszcze nie wiadomo, ale jako druciarka dowiedziałam się czegoś optymistycznego – kilka lat temu cieśń nadgarstka tak dała mi się we znaki, że kilka tygodni chodziłam z ręką na temblaku, w zasadzie jedynie widziałam swoją dłoń, niewiele czułam i nic nie mogłam nią zrobić. A tu badanie wykazało, że akurat na tym odcinku wszystko jest idealnie. Czyli takie rzeczy cofają się bez śladu.

W Brwi deszczowo Po miesiącach posuchy (przestałam chodzić do parku, by nie patrzeć jak biedne kaczki mają do dyspozycji jedynie błotną kałużę) wreszcie są szczęśliwe bo mają się w czym pluskać.

W ogrodzie córka poluje na wychodzące po deszczu ślimaki i kubełkami wynosi je na łąki. Chyba jest lepiej, przynajmniej jak na razie nie zaatakowały następnych roślin. Wysianej przez nią kwietnej łąki, takiej jak na zdjęciu po prawej stronie, w naszym ogrodzie już nie będzie: teraz tam buszują po schrupaniu warzywnika. Z tym, że akurat tych łąk to jeszcze najmniej żałuję, moim zdaniem te kwietne trawniki jak nie będą koszone, a będzie się po nich chodzić, szybko zamienią się w step. Wystarczy mi koniczyna (już mam), do której mam zamiar dosiać stokrotki – aktualnie „produkuję” nasiona z przyniesionego od Łady bukieciku.

Oczywiście jest dalej słodko.

W tym tygodniu wnuk miał pierwsze (z trzech zaplanowanych) przyjęcie urodzinowe. Przyszli kuzyni, którzy przez kilka godzin szaleli w domu i w ogrodzie: dom, po którym latają roześmiane dzieci ma niepowtarzalny nastrój.

Było dużo jedzenia i urodzinowy tort …

Pozostawione na talerzykach kawałki tortu wylądowały w kompostowniku i to już było dla Mili za dużo. Zamiast lizać podłogę w proteście głodowym (potrafi tak godzinami) postanowiła użyć siły swoich jamniczych mięśni i jakoś dostać się do kompostownika.

Jak widać na zdjęciu po prawej udało się jej odgiąć kratę. Zanim się zorientowałam tortu już na kompostowniku nie było. Powiedziałam Mili, że jak przerzuci się na ślimaki, przymknę oko, na przekraczanie dziennego limitu kalorii. Ale jakoś to do niej nie trafia, woli torty.

Myślę o diecie … czas już najwyższy. Z myślą o urodzinach wnuka, kupiłam w tym tygodniu sukienkę w żyrafy. Jest luźna, nigdzie mnie nie opina. Ale kiedyś będzie trzeba wyjąć z szafy spodnie. I co wtedy?

Przypomniałam sobie o spodniach, bo jak wracałam w tym tygodniu z dalekiej trasy, wpadłam po drodze do Gumisia. By nie marznąć na tarasie, dostałam sweter, który tak mi się spodobał, że Gumiś mi go podarował.

Idealnie pasuje do dżinsów. Ale trzeba się w nich zapiąć, bez schudnięcia nie jest możliwe, a w tym tygodniu przede mną kolejne urodzinowe przyjęcia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s