Przyspieszenie

Nic nie wskazuje, że w najbliższym czasie zsiądę z karuzeli. W tym tygodniu, pierwszą nagrodę w konkursie o uwagę wygrała podróż synka. Wiadomo było, że podróżowanie w Covidowych czasach, pomijając koszty, z założenia do prostych nie należy. Ale że aż tak?

Pierwsza wersja podróży, została opracowana w oparciu o zamieszczony na stronie Ambasady polskiej w Dżakarcie komunikat:

poszedł mail do Singapuru:

i kupione zostały bilety Dżakarta-Singapur-Zurich-Berlin. Nikt nie spodziewał się, że ten misterny plan posypie się już na lotnisku w Dżakarcie. Okazało się, że Singapur nie przyjmuje tranzytu dla pasażerów Lufthansy.

Dwa dni później odlatywał z Dżakarty samolot do Frankfurtu. Tym razem miało już nie być żadnego problemu, a tymczasem do używanej przez pracowników odprawy bazy imigracyjnej nie udawało się wprowadzić danych … było to nawet logiczne, bo skoro Niemcy mają zamknięte granice, to Polak, który w tym kraju nie mieszka, nie może tak po prostu lecieć do tego kraju. Zaiskrzyło przy pulpicie check-inu na lotnisku w Dżakarcie tak, że aż do Brwi doszła fala uderzeniowa furii mojego synka.

Na szczęście na koniec się udało, tranzyt uwiarygadniały bilety Frankfurt-Berlin-Warszawa. Syn do Polski wjechał tuż po północy, autobusy czekały przy granicy na otwarcie granicy Schengen i na moście we Frankfurcie odbyła się nawet z tego powodu feta. Jego podróż trwała 101 godzin. Gdy świtem odbierałam go na Dworcu Zachodnim wyglądał jak zombie.

Niezależnie od tego w tym tygodniu działo się dużo więcej. Między innymi:

  • Wpadłam w kolejny wir badań. Z bólem ręki trafiłam do neurologa, czeka mnie badanie EMG, wiem, że boli i już się boję
  • Na spotkaniu z Gabi, za pomocą pytań naprowadzających zrozumiałam, że powrót do Wwy jest, przynajmniej na tym etapie, byłby dla mnie trudny do zaakceptowania. Przeprowadzka z bloku do domu cieszy. Ruch w odwrotnym kierunku boli.
  • Po 8 latach od zrobienia prawa jazdy moja córka zmieniła zdanie na temat jeżdżenia samochodem i teraz jest w domu trzech kierowców do jednego małego autka.
  • Mój wnuk na meczu lokalnych drużyn strzelił dwa gole.
  • ogródek warzywny mojej córki zjadły ślimaki. Mieszkający w naszym ogrodzie pan jeż (czy jeżyca?) nie daje niestety w pojedynkę rady.

Z pamiętnika wk … konsumentki

W książce Ewy Kuryluk Frascati bardzo ważną rolę w jej wspomnieniach o rodzinnym mieszkaniu pełni wiecznie kwitnący kaktus Korona cierniowa. Wujek Google mi podpowiedział, że występuje pod nazwą Wilczomlecz lśniący i jest dostępny w Leroy Merlin w Ursusie.

Pojechałam ale pracownicy działu Ogród odsyłali mnie, niczym od Ajnnasza do Kajfasza z działu „wewnątrz” do działu na „zewnątrz”, aż się w końcu zbuntowałam i zadzwoniłam na infolinię, gdzie dowiedziałam się, że skoro nikt go nie widzi, to widocznie go nie ma, ale tak do końca sprawdzić się tego nie da. Może jest gdzieś na zapleczu, może przy wprowadzaniu danych, ktoś zrobił błąd. Miałam przez moment pomysł, by kupić go on-line i zgodnie z tym co jest napisane na stronie, już po 4 godzinach go odebrać. Ale machnęłam ręką, bo musiałabym jeszcze raz tam jechać.

Uznałam, że skoro „nie da się” kupię ten kaktus innym razem. Ale kupię.

Dotarłam wreszcie do kina

Biały dzień

Dla koneserów.

Islandzka opowieść o męskiej zemście. Dzieje się to wszystko gdzieś na końcu świata. Wdowiec, typ „silnego mężczyzny północy” nie może się pogodzić ze śmiercią ukochanej żony. Przypadkowo odkrywa, że żona go zdradzała i postanawia się zemścić.

W tym filmie jest bardzo dużo, bardzo ciekawych scen, ale całość jest zbyt rozwleczona. Mogę oglądać takie snuje, pełne dłużyzn, będących trudnym do zrozumienia dla osób postronnych zapisem strumienia myśli reżysera, ale tylko wtedy gdy oczy cieszą piękne zdjęcia. Tu tego nie ma. Nie wiem dlaczego Gutek po pandemii daje takie filmy. Ludzie na nie nie przyjdą.

Skończyłam kolejny Misiokocyk.

Dzieci na horyzoncie żadnych nowych nie widzę. Wracam więc do kamizelki Twistle-Covid.

4 uwagi do wpisu “Przyspieszenie

  1. tutaj tez jest wiele nieporozumien na lotniskach, znajoma wracala do Anglii, dali jej bilet z przesiadka w Philadelphia, a tam powiedziano, ze nie ma zadnych samolotow do Anglii, musiala leciec do Atlanty zeby zlapac tranzyt. Na 100 roslinek mam jedna rzodkiewke do zerwania, hurra:)

    Polubienie

  2. Szkoda tego ogródka, tej pracy, ale najgorsze są utracone nadzieje. Wiem coś o tym, bo królują u mnie ogromne mszyce. Jeszcze nigdy nie zużyłam tak dużo chemicznego środka na opryskanie kilku małych krzaczków róż. Czego nie wyżrą mszyce, to zniszczą nornice. Ryją jak szalone. Ogród tego roku to porażka.

    Polubienie

  3. na mszycę tylko preparaty z deltametryną, na przykład Decis. Ja nie wiem co od kumpla dostałam ale jak popryskałam to mszyce uciekały i zdechły jak się kurzyło. Współczuję podróży synka w czasach koronoświrusa…..

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.